22 Sie 2016

Wywodzę się ze sfer mieszczańsko-ziemiańskich, więc w domach moich przodków służba bywała i pracowała na swój chleb powszedni, zamieszkując latami razem z „państwem” w ich domach czy mieszkaniach. Ten obyczaj w zdumiewający sposób odtworzył się w zrujnowanej, ubogiej, przez długie lata siermiężnej ojczyźnie powojennej.

Moi rodzice przez ładnych kilka lat mieli w domu służącą, o pardon, nianię, a może gosposię. Ktoś się musiał w końcu zająć nieznośnymi bachorami, czyli naszą wesołą trójką, a dodatkowo uwarzyć coś, co nadawałoby się do jedzenia. No i jeszcze oczywiście zakupy, sprzątanie, a nawet – o ile pamiętam – prace w ogródku. W tych ostatnich wspierała te nasze nianie moja babcia, która mieszkała z nami aż do śmierci, ale do prac gospodarskich (z wyjątkiem tego ogródka) specjalnie się nie wyrywała. W końcu szlachecka krew, do ksiąg bardziej powołana (babcia była nauczycielką już za cara) niż do pługa.

Nasza pierwsza niania miała na imię Monika – i to z grubsza wszystko, co o niej zapamiętałem. Ach, jeszcze ten obrazek: krztuszę się landrynką (a może dropsem), niania wali mnie po plecach i woła: żeby tylko nie stanęła! (ta landrynka, ma się rozumieć). Najwyraźniej landrynka ze strachu przed Moniką się położyła, bo jak widać żyję i mam się nie najgorzej (chociaż łupie mnie tu i tam w kościach, ale chyba nie przez tę landrynkę, na boga?!).

Etap drugi: Brygida. Nazywała się prawie tak jak my, więc niektórzy myśleli, że to może ktoś z rodziny ze wsi, co było fałszywe w założeniu, jako że rodziny na wsi nigdy nie posiadaliśmy, co nam zostało do dzisiaj. Brygida została z nami do czasu swojej pierwszej ciąży, której sprawcy nie chciała ujawnić. Sama postanowiła odejść na „wychowawczy” – i już nie wróciła. Z Brygidą robiliśmy różne figle dziecinne, które nam wydawały się przezabawne, ale ją doprowadzały do szewskiej pasji. Te niezrozumiałe dla nas emocje napędzały ją do prób zemsty, polegających na uganianiu się za nami z rózgą lub miotłą. O ile pamiętam, nigdy nikogo nie dogoniła, bo zawsze przez któreś z dwojga drzwi zdołaliśmy wymknąć się z domu, a na zewnątrz nie miała z nami szans w tych wyścigach, tym bardziej, że była obciążona tą rózgą albo miotłą, przy tym nigdy nie umiała skupić się na jednej ofierze i usiłowała dopaść nas wszystkich.

Już jako dorosły podejmowałem kilkakrotne nieudolne próby zatrudnienia pani do sprzątania, robienia zakupów i gotowania. Niestety, nie udało mi się odnaleźć Moniki ani nawet Brygidy, więc w końcu sam zakasałem rękawy.

 

 

2 komentarze »

  1. Nawet Laskowik spiewal piosenke Moja niania byla z Poznania.W latach 60tych urlopy macierzynskie i wychowawcze byly bardzo krotkie a wszystkie kobiety pracowaly. elzbip

    Komentarz by elzbip — 26 sierpnia 2016 @ 9:41

  2. Bardzo ciekawy artykuł, dzięki 🙂
    W dzisiejszych czasach chyba ciężej jest znaleźć szlachetną, uczciwą, szczerą i pomocną osobę. Próbuj dalej, gdzieś na pewno jest pani Monika czy Brygida, albo kryje się dla zmyłki pod innym imieniem.

    Komentarz by 3i3i4 — 5 grudnia 2016 @ 19:47

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.