18 Paź 2016

Dzisiaj będzie o tym, jak łatwo i bezboleśnie zarobić na czysto 500 złotych, przy czym nie ma to nic wspólnego z programem 500+. Tam bowiem – jak wiadomo – wcale nie dostaje się tych pięciu stów za darmo. Trzeba się przedtem solidnie napracować, chociaż w wielu przypadkach ta praca w zadziwiający sposób łączy się z przyjemnością.

W moim przypadku zaczęło się od dziwnego chrobotu w prawym przednim kole mojego czarnego jak smoła krążownika szos. Chrobot natężał się w miarę pokonywanego dystansu, ale postanowiłem jakoś dociągnąć do pracy, bo tuż przy naszej skromnej, ale gustownej siedzibie, stoi sobie równie skromny, choć nieco mniej gustowny warsztat samochodowy.

– Co z twoim kołem, przecież powietrze zupełnie zeszło – powitał mnie pan Krzysztof, jeden ze współwłaścicieli, z którymi jestem od lat zaprzyjaźniony.

– No właśnie – wydukałem z głupią miną – a ja myślałem, że łożysko może.

Chłopaki z warsztatu pokiwali głowami nad moją głupotą (nie pierwszy raz, boję się, że to kiwanie wejdzie im w nawyk) i zabrali się za wymianę koła.

– Opona już do niczego, alufelga pokrzywiona – wyliczał bezlitośnie pan Krzysztof. – Wyprostujemy tyle, ile można, oponę załatamy i założymy, ale czym prędzej trzeba kupić nową oponę, a felgę wyprostować w specjalistycznym zakładzie.

Może i jestem mało kumaty w kwestiach nowoczesnej techniki samochodowej, ale wiem tyle, że jak wymieniamy oponę w jednym kole – to musimy wymienić i w drugim. Taka symetria – ponoć nasze auta żyć bez niej nie mogą. No a dwie nowe opony – to jak nic sześć stówek (przypominam – nie żaden fiacik, ale czarny bolid wielkości średniego czołgu).

Z tą lekko skrzywioną felgą i felerną oponą pojechałem kuśtykając do domu. Nie pytajcie mnie, jak samochód może kuśtykać – mój potrafił.

W domu atoli poczułem uderzenie geniuszu. Przecież podobny przypadek miałem niecały rok temu – złapałem gumę, zmasakrowałem po swojemu oponę i wymieniłem obie. Ale ta druga była dobra – no więc została w piwnicy. Teraz będzie jak znalazł.

Wywlokłem zapomnianą oponę z piwnicy – ten sam fason i krój, pasuje idealnie. W specjalistycznym warsztacie za marną stówę wyprostowali mi felerną alufelgę, założyli nową (powiedzmy – prawie nową) oponę i mój bolid ozdrowiony pomknął w siną miejską dal.

Jak widać bardzo łatwo można zarobić pięćset złotych. Wystarczy w przypadku nagłego uderzenia geniuszu zejść do piwnicy.

2 komentarze »

  1. Niektóre samochody są napędzane na kole zapasowym. I normalnie)

    Komentarz by olenaus — 30 marca 2017 @ 23:52

  2. W mojej piwnicy jedynym geniuszem jest własne wino i ogórki kiszone 🙂

    Komentarz by michalnowakowski — 14 lipca 2017 @ 13:25

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.