<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Loża szydercy</title>
	<atom:link href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.bartnikowski.wm.pl</link>
	<description>Blog Adama Bartnikowskiego</description>
	<lastBuildDate>Mon, 14 May 2012 10:16:42 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Chleb i igrzyska</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1324</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1324#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 10:15:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[EURO2012]]></category>
		<category><![CDATA[piłka nożna]]></category>
		<category><![CDATA[stadiony]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1324</guid>
		<description><![CDATA[Wielka impreza musi kosztować wielkie pieniądze. Tylko dlaczego u nas musi być najdrożej? Może narażę się milionom polskich kibiców, ale mnie jest dokładnie obojętne, gdzie odbywają się wielkie sportowe imprezy. Wszelkim igrzyskom &#8211; od olimpijskich poczynając, na różnych czempionatach w piłkę kopaną,  rzucaną czy odbijaną kończąc &#8211; przyglądam się z wygodnego fotela przed telewizorem. Jedynym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Wielka impreza musi kosztować wielkie pieniądze. Tylko dlaczego u nas musi być najdrożej?</h2>
<h4>Może narażę się milionom polskich kibiców, ale mnie jest dokładnie obojętne, gdzie odbywają się wielkie sportowe imprezy. Wszelkim igrzyskom &#8211; od olimpijskich poczynając, na różnych czempionatach w piłkę kopaną,  rzucaną czy odbijaną kończąc &#8211; przyglądam się z wygodnego fotela przed telewizorem. Jedynym wyjątkiem są zawody pływackie, na których ongiś bywałem z obowiązku, obecnie pojawiam się dla przyjemności i w celach towarzyskich. Zawsze spotkam dość liczną grupkę przyjaciół spod znaku czepka.</h4>
<h4>Podkreślam ten mój telewizyjny dystans po to, aby wykazać absolutną swoją neutralność w kwestii organizowania (bądź nie) rzeczonych mistrzostw w piłkę kopaną w naszym pięknym kraju. Ta neutralność powoduje, że zamiast radować się jak dziecko, napełniam się raczej coraz większą niechęcią, przerażeniem niemal. Klęski nasze na różnych arenach przygotowań do EURO 2012 oznaczają bowiem  nie tylko mniejszą lub większą kompromitację w oczach innych narodów, ale też całkiem wymierne miliardy, wdeptane lub wrzucone w błoto. Tak te wątpliwości wyraziłem w cotygodniowym felietonie w piątkowej Gazecie Olsztyńskiej.</h4>
<h4></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o Euro 2012 – tak można strawestować znane w naszym kraju powiedzonko.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Euro 2012 to kosztowna zabawa. Nie wierzę w bajania o krociowych zyskach, jakie piłka kopana ma rzekomo przynieść całej gospodarce narodowej. Wpływy z biletów i tak zgarnia UEFA, odpalając nam (głównie PZPN-owi) jakąś tam działkę. Wpływy z nocowania kibiców i fetowania zwycięstw ich drużyn zasilą kasę hoteli, knajp i pubów. Tylko nikła część tej forsy trafi do kasy państwa w formie podatków. Za zdemolowane dworce, pociągi, samoloty i autobusy zapłaci państwo, czyli my wszyscy, albo właściciele pociągów, samolotów i autobusów – co z kolei na pewno poszkodowani odbiją sobie w cenach usług. Zapłacimy my, klienci. Krocie wydamy na pracę służb porządkowych i nadzwyczajne działania policji. Wydaliśmy już parę miliardów na stadiony, w tym prawie 2 miliardy na dumę narodową w Warszawie, która właśnie – jak przeczytałem – zaczęła się sypać. Kolejne miliony pójdą na wymianę murawy, bo ta, którą położono, nadaje się bardziej do leżakowania, niż do grania.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Podobno na mistrzostwach mamy zyskać wizerunkowo, dzięki czemu długofalowo zyskamy na zwielokrotnionym ruchu turystycznym. Jakoś wątpię, czy poprawią nam wizerunek nieukończone autostrady i kolebiące się na przestarzałych torach pociągi, o korkach w miastach (brak obwodnic, w tym obwodnicy Warszawy) nie wspominając.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Czy zatem Euro 2012 nie ma sensu? Oczywiście, że ma, ale nie można sprowadzać wszystkiego do wymiaru biznesowego. Piłka to wielki biznes, ale też – a może przede wszystkim &#8211; wielkie igrzyska, rozrywka dla mas i dla elit. Nie wmawiajmy sobie i innym, że robimy na niej wszyscy świetny interes. Narodowi potrzebne są w jednakim stopniu i chleb, i igrzyska. Szkoda tylko, że biznes robią elity, masom pozostawiając tylko igrzyska.</span></h4>
<h4>Oczywiście zdaję sobie sprawę, że EURO 2012 oznacza też kilka nowych lotnisk, ileś tam kilometrów autostrad (niedokończonych, to prawda, ale są &#8211; kiedyś uda nam się je dokończyć), kilka pięknych stadionów itd. Postawię jednak proste pytanie: czy te lotniska, drogi, a nawet stadiony nie mogłyby powstać, gdyby nie EURO? Odpowiedzmy sobie wszyscy na to pytanie. Jeżeli nasz kraj ma się rozwijać tylko dlatego, że zagrają tu w piłkę, to ja dziękuję za taką linię rozwoju.</h4>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1324</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielka majówka pod obcasem</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1315</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1315#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 12:10:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[matura]]></category>
		<category><![CDATA[nauka pływania]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1315</guid>
		<description><![CDATA[Majowy weekend mamy z głowy. Jak to mówiła pani Dulska: znowu można zacząć żyć po bożemu. Mnie majowy weekend, niezależnie od jego długości, nie kojarzy się specjalnie przyjemnie. Wynika to z tego, że bycie dziennikarzem czy redaktorem daje wiele radości, ale niewiele przywilejów. No chyba że za przywilej uznać konieczność pracy we wszystkie dni, powszechnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Majowy weekend mamy z głowy. Jak to mówiła pani Dulska: znowu można zacząć żyć po bożemu.</h2>
<h4>Mnie majowy weekend, niezależnie od jego długości, nie kojarzy się specjalnie przyjemnie. Wynika to z tego, że bycie dziennikarzem czy redaktorem daje wiele radości, ale niewiele przywilejów. No chyba że za przywilej uznać konieczność pracy we wszystkie dni, powszechnie uznawane na wolne od pracy, świąt kościelnych (o zgrozo!) nie wyłączając.</h4>
<h4>Nie narzekam, stwierdzam oczywistą oczywistość. Jeżeli chcemy rano kupić świeże bułeczki, to ktoś je musiał w nocy upiec. Jeżeli po świętach chcemy wziąć do ręki gazetę ze świeżymi wiadomościami, to ktoś te wiadomości musiał dzień wcześniej napisać, opracować, zredagować i wydrukować, a później gotową gazetę dowieźć do kiosku czy do sklepu. Tyle.</h4>
<h4>Skoro już się wyżaliłem na swą dolę ciężką, przejdźmy do tematu wesołego jak sam maj, czyli do egzaminów maturalnych. Dyskutujemy na temat matur od lat: że za łatwe, że nie uczą myślenia, i że tak być musi, bo &#8211; powiada jeden z ministerialnych mędrców &#8211; matura musi być dostosowana do poziomu ucznia przeciętnego.</h4>
<h4>A niby dlaczego? Dlaczego egzamin na prawo jazdy może być trudny i nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby go ułatwić, dostosowując do &#8222;poziomu ucznia przeciętnego&#8221;. Jeżeli ktoś się nie nadaje na kierowcę, to egzaminu nie zda i prawa jazdy nie otrzyma. Dlaczego tak samo nie może być z maturą? Że co? Że matura jest przepustką na studia? No właśnie. Kto powiedział, że na studia mają się dostawać wszyscy chętni? Kiedyś uczelnie dobierały studentów, przesiewając kandydatów przez sito egzaminacyjne. Miałem w liceum kolegę, który dostał się na studia w Wojskowej Akademii Technicznej. Ja bym w tej uczelni nie mógł nawet zamiatać korytarzy, więc pukałem do bram uniwersyteckich, aż się dopukałem.</h4>
<h4>Oba tematy: matury i Wielką Majówkę, wziąłem pod obcas w cotygodniowym felietonie w Gazecie Olsztyńskiej:</h4>
<p>&nbsp;</p>
<h4><span style="color: #008000;">Na Mazury i na matury</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">W tym roku matury pięknie zharmonizowały się z wielką majówką. Co prawda sami maturzyści mają przerąbane, bo pierwsze egzaminy są już 4 maja, czyli dzisiaj. Zatem maturzysta nie spędzi całego długiego weekendu z mamą i tatą, którzy zechcą np. wyjechać całą rodziną do domku na Mazurach, albo zrobić szybki wypad na Wyspy Kanaryjskie. Maturzysta musi być zwarty i gotowy i wykorzystać tych parę dni superdługiej majówki na wkuwanie równań z dwoma niewiadomymi i rozpaczliwe czytanie bryków z nieprzeczytanych lektur. Na szczęście od takich bryków aż się roi w Internecie, więc można zdać celująco maturę z polskiego i odejść ze szkoły w przekonaniu, że ramotę pod dziwacznym tytułem Przedwiośnie napisał był kiedyś niejaki Ignacy Krasicki.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Ale miało być o dniach wolnych. No więc maturzyści – jako się rzekło – mają majówkę w plecy, co innego ich koledzy z młodszych klas. Ci mają praktycznie dodatkowe dwutygodniowe wakacje.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Skąd taka laba? Ano stąd, że egzaminy pisemne z matematyki i języka angielskiego odbywają się 8 i 10 maja, czyli we wtorek i czwartek. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że ogromnej większości uczniów nie będzie się chciało chodzić do szkoły co drugi dzień, czyli w poniedziałek, środę i piątek. Zapewne podobnie było – jeżeli chodzi o frekwencję &#8211; w tygodniu szczęśliwie się kończącym.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Tym sposobem szkoły przez dwa tygodnie były (i są jeszcze) do wyłącznej dyspozycji nieszczęśników w białych koszulach, ciemnych garniturach i takichż spódniczkach (dotyczy płci przeciwnej), którzy zrzucą te dziwaczne uniformy dopiero pod koniec maja. Jeżeli zdadzą – a zdadzą jak co roku prawie wszyscy – to wreszcie będą mieli jak najbardziej zasłużone wakacje. Ci którzy nie zdadzą – też, ale nucąc słowa piosenki sprzed lat: znów za rok matura.</span></h4>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1315</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Telewizyjna tradycja trwa</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1312</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1312#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 13:00:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1312</guid>
		<description><![CDATA[Z całej wielkiej dyskusji o telewizji na razie zrozumiałem tylko tyle, że antena stojąca na dachu mojego bloku będzie za jakiś czas mogła odbierać i przekazywać sygnał cyfrowy. Dla przeciętnego zjadacza telewizyjnej papki jest to absolutnie bez znaczenia, bowiem gniazdka telewizyjne w mieszkaniach bloków wielorodzinnych są od dawna pozbawione sygnału jakiegokolwiek. Trawestując zatem znane powiedzenie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Z całej wielkiej dyskusji o telewizji na razie zrozumiałem tylko tyle, że antena stojąca na dachu mojego bloku będzie za jakiś czas mogła odbierać i przekazywać sygnał cyfrowy.</h2>
<h4>Dla przeciętnego zjadacza telewizyjnej papki jest to absolutnie bez znaczenia, bowiem gniazdka telewizyjne w mieszkaniach bloków wielorodzinnych są od dawna pozbawione sygnału jakiegokolwiek. Trawestując zatem znane powiedzenie mojej nieocenionej małżonki: jest mi dokładnie obojętne, jakiego sygnału NIE BĘDĘ odbierał.</h4>
<h4>Tak wzmiankowaną dyskusję oceniłem w felietonie, który ukazał się w piątkowej Gazecie Olsztyńskiej.</h4>
<h4><span style="color: #008000;">Rewolucja z przeplotem</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Jestem z tego pokolenia, które pamięta rewolucję w telewizji, polegającą na pojawieniu się koloru na naszych domowych ekranach.  Pamiętacie ówczesne programy telewizji w gazetach? Pośród – powiedzmy – piętnastu pozycji przy trzech pojawiał się dopisek: kolor. Potem tych „kolorowych” dopisków było coraz więcej, aż w końcu czarno-biały  obraz odszedł nieodwołalnie do lamusa. Osobiście nie tęsknię.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Z podobną rewolucją mamy znów do czynienia, co dla mnie jest jawną niesprawiedliwością dziejową. Czuję się osobiście pokrzywdzony, bo do rewolucji mam stosunek – jak kiedyś powiadano – ambiwalentny. To znaczy rozumiem jej nieuchronność, ale wolałbym, aby omijała mnie z daleka.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Z drugiej jednak strony współczesne rewolucje różnią się od tych znanych ze szkoły między innymi tym, że są bezkrwawe. Co więcej – zmieniają świat na korzyść – jak na przykład nasza rewolucja ustrojowa z roku 1990. Nijak nie da się tego powiedzieć o takiej na przykład rewolucji z pamiętnego roku 1917.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Współczesne rewolucje upodobniają się natomiast do tamtych historycznych głównie tym, że nikt ich nie rozumie. Osobiście jestem na przykład na etapie rozgryzania tajemniczych liter HDTV. Póki co odkryłem, że oznaczają one telewizję wysokiej rozdzielczości, czyli po naszemu lepszej jakości. Osiąga się tę jakość podobno dzięki rezygnacji  z sygnału z przeplotem. Dalej nie wiem, co to znaczy, ale brzmi – przyznacie – obiecująco. </span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Cała ta awantura wokół tzw. multipleksów (co to do cholery jest?) telewizji cyfrowej jest moim zdaniem kompletnie bez sensu. Po uruchomieniu jakimś gigantycznym kosztem wszystkich trzech rzeczonych multipleksów będziemy mieć na nich nieco ponad 20 programów. W mojej sieci kablowej mam tych programów około setki – i to w pakiecie podstawowym. Więc póki co przy takiej telewizji trwam.</span></h4>
<h4>Szczytem moich osiągnięć w dziedzinie elektroniki użytkowej jest strojenie telewizora do odbioru telewizji kablowej. Jakieś licho co jakiś czas skłania mnie do zmiany jednego operatora na innego, po czym znów do powrotu do tego poprzedniego. Za każdym razem muszę wszystkie moje telewizory dostroić do &#8230; no właśnie do czego?. Chodzi o to, żeby odbierać wszystkie oferowane programy (nie wiem po co, oglądam może ze cztery).</h4>
<h4>Obecnie sytuację mam taką: w salonie telewizor ma dekoder, który sam łapie programy. Drugi telewizor z dekoderem stoi w pokoju teściowej, ale już we własnej sypialni dekodera niestety nie mam. Stojący tam telewizor odbiera kilka tylko przypadkowo złapanych programów, no bo trzeba go dostroić do tego czegoś, co programy podaje. Wczoraj szukałem kanału z filmem, który akurat oglądałem w salonie, a chciałem dokończyć w sypialni. Zanim znalazłem, film miał się ku końcowi, więc zgubiłem wątek. Na szczęście i tak musiałem wyłączyć, aby nie zakłócać wypoczynku przysypiającej obok małżonce. Czeka mnie nowe wyzwanie: zakup słuchawek, najlepiej bezprzewodowych. Ale jak je dostroić do tego czegoś, co nawet nie wiem, jak sie nazywa?</h4>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1312</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trójkąt małżeński</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1306</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1306#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 17:26:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta Olsztyńska]]></category>
		<category><![CDATA[historia rodzinna]]></category>
		<category><![CDATA[Olsztyn]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1306</guid>
		<description><![CDATA[Mówiąc w dużym uproszczeniu, od ponad ćwierćwiecza żyję w dość skomplikowanym trójkącie małżeńskim. Póki co żadna ze stron nie myśli o rozstaniu. Trójkąt małżeński, w którym wszyscy są wierni sobie nawzajem &#8211; oto sztuka, która udaje się nielicznym. Moja nieoceniona małżonka z pełnym zapałem podtrzymuje ten &#8211; wydawałoby się dziwaczny &#8211; związek. Rzecz całą wyłuszczyłem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Mówiąc w dużym uproszczeniu, od ponad ćwierćwiecza żyję w dość skomplikowanym trójkącie małżeńskim. Póki co żadna ze stron nie myśli o rozstaniu.</h2>
<h4>Trójkąt małżeński, w którym wszyscy są wierni sobie nawzajem &#8211; oto sztuka, która udaje się nielicznym. Moja nieoceniona małżonka z pełnym zapałem podtrzymuje ten &#8211; wydawałoby się dziwaczny &#8211; związek.</h4>
<h4>Rzecz całą wyłuszczyłem w moim stałym felietonie w magazynowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej.</h4>
<h4><span style="color: #008000;">Małżeński trójkąt</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Jako nieletnie pacholę miałem twarzyczkę pacholęcia właśnie, co mi zostało do późnej dorosłości. Miałem przez to pewne problemy na początku mojej dziennikarskiej – przepraszam za słowo – kariery. Zaczynałem młodo, a na dodatek ten dziecięcy wygląd… Zawsze jednak magicznie działała nazwa, a wobec większych niedowiarków – także legitymacja mojej macierzystej Gazety Olsztyńskiej.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Wkrótce moja staruszka dobiła do okrągłej setki. Uczciłem tę okrągłą rocznicę medalem (przyznanym mi zapewne omyłkowo), a także – możecie wierzyć lub nie – ożenkiem. W ten dość skomplikowany sposób powiązałem trwale swoje życie prywatne z zawodowym, bowiem wybranką została stażystka mojej Gazety, którą przysposabiałem do życia w nowej, dziennikarskiej rodzinie.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Nie miejsce tu oczywiście na prezentowanie szanownym Czytelnikom historii mojego życia małżeńskiego, tym bardziej, żem raczej nieskory do tego rodzaju zwierzeń. Piszę o tych nieco intymnych szczegółach po to, by uzmysłowić Państwu – a i sobie przy okazji – jaki wpływ mają nasze wybory zawodowe na życie osobiste. W moim przypadku był to wpływ fundamentalny i decydujący. Mój związek z Gazetą, a także z najlepszą z żon, trwa do dzisiaj. Używając ryzykownej przenośni można powiedzieć, że żyjemy od lat w trwałym trójkącie małżeńskim, a mimo to trudno mówić w tym przypadku o zdradzie.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Chlubimy się dzisiaj Gazetą ze 126-letnim stażem. To oczywiście duże uproszczenie, bowiem Gazeta Olsztyńska od dnia swoich narodzin (przypominam – 16 kwietnia 1886) wielokrotnie znikała i pojawiała się ponownie, zmieniała nazwę i tytuł, obrastała nowoczesnymi atrybutami współczesnej komunikacji medialnej. Przy tym wszystkim – podobnie jak wspomniana wyżej małżonka – nieustannie dojrzewała i piękniała jednocześnie. Tak potrafią tylko wyjątkowe kobiety i … gazety.</span></h4>
<h4>Ciąg dalszy &#8211; mam nadzieję &#8211; nastąpi.</h4>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1306</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smoleńska mgła</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1303</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1303#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 16:25:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1303</guid>
		<description><![CDATA[Staram się na ogół nie mieszać do polityki. Swoim gadaniem nic przecież nie zmienię, a udział w dyskusji politycznej nieuchronnie niesie ryzyko wykąpania się w szambie. Z drugiej jednak strony nie mówić nic? Ludzie mogą pomyśleć, żem głupek albo &#8211; co gorsza &#8211; tchórz. Lech Wałęsa powiadał, że boi się tylko pana Boga i żony [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Staram się na ogół nie mieszać do polityki. Swoim gadaniem nic przecież nie zmienię, a udział w dyskusji politycznej nieuchronnie niesie ryzyko wykąpania się w szambie.</h2>
<h4>Z drugiej jednak strony nie mówić nic? Ludzie mogą pomyśleć, żem głupek albo &#8211; co gorsza &#8211; tchórz. Lech Wałęsa powiadał, że boi się tylko pana Boga i żony Danusi. Pan Bóg się nie odezwał, ale pani Danusia &#8211; owszem. Więc ja nie będę ryzykował i nie powiem, czego lub kogo się boję. Chcecie &#8211; czytajcie, chcecie &#8211; komentujcie.</h4>
<h4><span style="color: #339966;">Widmo katastrofy smoleńskiej wisi nad Polską jak mgła, ale nie łudźmy się, że jak mgła rozwieje się za pierwszym powiewem ożywczego wietrzyku. Żadna wichura, żaden tajfun nawet tu nie podoła.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Polityczne zawirowania wokół tego ogromnego narodowego nieszczęścia, jakie na nas wszystkich spadło dwa lata temu, zapewne prędko nie ustaną. Widzę jakieś potworne wynaturzenie w tym chorobliwym wyścigu: z jednej strony do jak najszybszego przejścia nad katastrofą do porządku dziennego, z drugiej zaś – do wyłapania i przykładnego ukarania „zbrodniarzy”, którzy – wedle najbardziej skrajnych sformułowań – mają „krew na rękach”.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Jeżeli pominiemy złą wolę (której wszak wykluczyć nie można u żadnej ze stron) widzę jedno tylko wytłumaczenie tego nierozwiązywalnego zapętlenia. To gigantyczne nieporozumienie, pomieszanie z poplątaniem. Wielkie nieszczęście budzi w nas naturalną potrzebę znalezienia winnego. W tym przypadku łatwo o niebezpieczne uproszczenia: winny jest rząd, jego szef i ministrowie. Jakże łatwo i bezkarnie można przekraczać w takim rozumowaniu granicę absurdu. Stąd teorie spiskowe o zamachu, helu, wybuchach, dobijaniu rannych i inne brednie.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Nieporozumienie, o którym mówię, polega na szukaniu jasnych, ostrych powiązań, dających się sprowadzić do syndromu zbrodni i kary. Skoro nieszczęście jest wręcz niewyobrażalne w swych wymiarach, to i przyczyna musi być jakaś przerażająco niesłychana. Nie mieści się w wielu głowach, że tą przyczyną mogło być jakieś drobne zaniedbanie lub po prostu błędy pilotów i nawigatorów. Publicyści piszą, że zawiniła polska i rosyjska bylejakość, postawa z cyklu „jakoś to będzie”. Może tak, może nie, być może pełną prawdę poznamy za kilka miesięcy lub lat, być może nie poznamy jej nigdy. Może przynajmniej poznamy sposób na smoleńską mgłę.</span></h4>
<h4>Wszystko to, co powyżej, nie jest niczym nowym. Wydaje mi się, że podobnie myślą miliony spokojnych, rozsądnych ludzi. Jan Pietrzak rzucał kiedyś z estrady taki żart: &#8222;Program partii (chodziło oczywiście o PZPR- ab) programem narodu. Dlaczego nie odwrotnie?&#8221;</h4>
<h4>Ten żart Jana Pietrzaka pozostał wiecznie żywy, chociaż PZPR już dawno jest nieboszczką.</h4>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1303</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie lubię poniedziałku</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1295</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1295#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Apr 2012 11:40:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[podróże]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1295</guid>
		<description><![CDATA[W związku z wielkanocnym wyjazdem na drugi koniec kraju postanowiłem co nieco poregulować w moim aucie. Miało być lepiej, a wyszło jak zwykle. Wytrwali czytelnicy moich tutejszych wpisów dobrze wiedzą, że jak już podejmuję jakiś temat z życia techniki, to dobra zabawa murowana. Niestety jest to zabawa moim kosztem. Sami zobaczcie. Opisałem to jeszcze przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>W związku z wielkanocnym wyjazdem na drugi koniec kraju postanowiłem co nieco poregulować w moim aucie. Miało być lepiej, a wyszło jak zwykle.</h2>
<h4>Wytrwali czytelnicy moich tutejszych wpisów dobrze wiedzą, że jak już podejmuję jakiś temat z życia techniki, to dobra zabawa murowana. Niestety jest to zabawa moim kosztem. Sami zobaczcie. Opisałem to jeszcze przed świętami w Gazecie Olsztyńskiej:</h4>
<h4><span style="color: #339966;">Przejeżdżam przez czarne od smarów kałuże i staję pod ściana warsztatu. Za kilkanaście minut, wedle obietnicy szefa, wjadę na kanał i szybciutko ustawią mi tzw. zbieżność kół.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Wychodzę z samochodu, rozglądam się, brodzę wśród tych czarnych kałuż, wiatr mi wydmuchuje resztki domowego ciepła spod kurtki, więc wchodzę do hali. Kręcę się tu i tam, czekając na swoją kolej. Nagle jak nie huknie! Ten sam wiatr, który szarpał mi kurtkę, otworzył niedokładnie zamknięte metalowe drzwi, które zatrzymały się dopiero na … moim samochodzie.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Dobiegam, oglądam – jest wyraźne wgniecenie, ale moje blachy to nie żadna tam chińszczyzna, tylko solidna, niemiecka robota. Gdyby na przykład trafiło na samochód mojej żony, nie byłoby co zbierać.  Tak się pocieszam w tym moim nieszczęściu i wjeżdżam do środka. Tu wszakoż okazuje się, że regulacji zrobić nie można, bo mam jakieś luzy na wahaczach. Trzeba wymienić i dopiero wówczas wyregulować.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Odkręcają więc te wahacze, ale śruba nie puszcza. Próbują tak i siak, kluczem dużym i jeszcze większym, aż nagle trrrach! Ukręcili łeb śrubie. Wahacz dalej tkwi na swoim miejscu jak przyspawany.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Pan mechanik zebrał się w sobie, pomamrotał pod nosem i zaczął odkręcać – jak mi się wydawało – wszystko jak leci. Po pół godzinie miał na ziemi już pół mojego samochodu – w tym ten nieszczęsny wahacz zrośnięty z jakimś innym diabelstwem.  Wybił urwaną śrubę stalowym bolcem i potężnym młotem. Reszta to już fraszka. Przykręcił nowe wahacze, złożył całość do kupy i nawet nic mu nie zostało. Nie licząc starych wahaczy, rzecz jasna, bo dla nich nie znalazł niestety żadnego zastosowania.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">Cała ta operacja kosztowała mnie… mniejsza o to, w każdym razie sporo. W dodatku te cholerne drzwi, waląc w mój błotnik, naruszyły mocowanie reflektora, który co prawda świeci, ale jakby bardziej krzywo.</span></h4>
<h4><span style="color: #339966;">I jak tu polubić poniedziałki?</span></h4>
<h4> Najgorsze jest to, że po całej tej kosztownej operacji samochód jeździ jakby trochę krzywo, ma poluzowane mocowanie reflektorów (to od tego uderzenia ciężkimi stalowymi wierzejami), a po uruchomienia silnika coś piszczy i pokazuje się lampka, informująca o niemożności automatycznej regulacji reflektorów. A wszystko przez to, że zachciało mi się regulować samochód w poniedziałek.</h4>
<h4>Jest jednak też akcent pozytywny. Taką oto tablicę znalazłem w tym warsztacie. Pamiętacie?</h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1300" rel="attachment wp-att-1300"><img class="alignnone size-medium wp-image-1300" title="IMG_20120402_093609" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/04/IMG_20120402_093609-400x300.jpg" alt="" width="400" height="300" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1295</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być jak Chuck Norris</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1286</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1286#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Mar 2012 09:43:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[faktura]]></category>
		<category><![CDATA[komórka]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1286</guid>
		<description><![CDATA[Oglądam tę promocję z wszystkich stron, zaglądam jej pod podszewkę &#8211; no nie widzę żadnych pułapek. A jednak&#8230; Żyję już trochę na tym świecie, więc &#8211; wydawałoby się &#8211; powinienem być już całkowicie impregnowany na tak zwane promocje. Najgorsze zaś jest to, że łapię się wcale nie na lep spodziewanych zysków czy oszczędności, ale własnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Oglądam tę promocję z wszystkich stron, zaglądam jej pod podszewkę &#8211; no nie widzę żadnych pułapek. A jednak&#8230;</h2>
<h4>Żyję już trochę na tym świecie, więc &#8211; wydawałoby się &#8211; powinienem być już całkowicie impregnowany na tak zwane promocje. Najgorsze zaś jest to, że łapię się wcale nie na lep spodziewanych zysków czy oszczędności, ale własnej ciekawości. Ta propozycja wydawała się czysta i prostolinijna, choć podejrzanie korzystna. Poczytajcie sami:</h4>
<h4><span style="color: #008000;">Plusy dodatnie i ujemne</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Czasem tak się zdarza, że człowiek o czymś tam myśli, coś zamierza, coś planuje, czegoś szuka – a tu prast! To „coś” samo przychodzi albo przyjeżdża i naprasza się: weź mnie!</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Do mnie nie przyjechało ani nie przyszło, tylko jak przystało na XXI wiek pojawiło się w poczcie elektronicznej. Szukałem otóż niedrogich noclegów w celu odbycia turystyczno-poznawczej podróży po kraju z ewentualnym wypadem za granicę. I co powiecie?! Dostaję elektroniczny list: zapraszamy do wypełnienia ankiety o jakichś tam produktach. „Dla Internautów biorących udział w badaniach  przeznaczono pulę voucherów. Upoważniają one do korzystania z darmowego zakwaterowania w jednym z 800 europejskich hoteli. Jedynym warunkiem przydzielenia vouchera jest wypełnienie całego formularza ankiety” – czytam w liście.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Wypełniam ankietę i pierwsza niespodzianka: muszę zapłacić z internetowego konta 37 złotych „za przygotowanie i wysyłkę vouchera” (na początku oczywiście nic nie wiedziałem o opłacie). Dostaję link do odpowiedniej strony wraz z kodem dostępu. Nic nie kłamali, rzeczywiście jest całkiem sporo adresów różnych hoteli i zajazdów. Wybieram na chybił trafił gdzieś pod Wrocławiem. Spanie rzeczywiście bezpłatne, ale trzeba wykupić śniadanie i obiad w łącznej cenie – bagatela &#8211; 139 złotych. Wybieram na chybił trafił ofertę we Francji – nocleg bezpłatny, posiłki j.w. za jedyne 389 euro. To samo w Niemczech, we Włoszech, w Szwajcarii. Drogie, cholera, te bezpłatne hotele. Chyba jednak poszukam płatnych. Będzie taniej.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Natomiast mile mnie rozczarował mój nowy operator od telefonu komórkowego. Przysłał aż dwie faktury, z których wynikało, że mam jakieś diabelnie duże zaległości. Jedna faktura opiewała na 69,68 zł, druga – na 25,50 złotych. Razem wyszło im 0 (słownie zero) złotych. Taka nowatorska matematyka, przyznacie &#8211; bardzo przyjazna dla klienta.</span></h4>
<h4>Żeby była jasność: o te hotele nie mam wcale pretensji, choć bez sensu wywaliłem 37 złociszy &#8211; raczej na pewno nie skorzystam. Zdumiewa mnie natomiast kreatywność tak zwanych menedżerów, ale po równi zadziwia naiwność odbiorców tych pokrętnych informacji. U mnie ta naiwność odradza się jak &#8211; nie przymierzając &#8211; u innych włosy na głowie. Wydawałoby się, że po różnych ofertach &#8222;bezpłatnych&#8221; telefonów, bardzo zyskownych polis ubezpieczeniowych, na których na razie straciłem ok. 50% nominalnej wartości wkładu (miało być tyleż procent zysku, jak przekonywał elokwentny agent) moja ufność wobec kolejnych promocji powinna być równa dokładnie zeru. Tymczasem &#8211; patrz wyżej.</h4>
<h4>Jeszcze słówko komentarza w sprawie wspomnianych faktur za telefon. Mój stosunek do słowa &#8222;faktury&#8221; jest dokładnie taki sam, jak  Chucka Norrisa z popularnej ostatnio reklamy pewnego banku. Zachodzę w głowę, po diabła mój operator męczy się z tymi nieszczęsnymi fakturami, układa tabelki, odejmuje koszt abonamentu od wartości rozmów (lub odwrotnie), skoro i tam wychodzi mu zero.</h4>
<h4>To żarty oczywiście. Zero wzięło się stąd, że do pierwszej faktury doliczono jakieś dodatkowe koszty (tylko błagam, nie pytajcie jakie &#8211; nie wiem), przez co suma była wysoka. Zapłaciłem przelewem przez Internet, ustawiając jednocześnie tę płatność jako kolejne zlecenie stałe na moim koncie bankowym. Od tej pory płaciłem co miesiąc tę zawyżoną kwotę, przez co powstała pewna nadwyżka. Sytuacje dodatkowo komplikował fakt, iż posiadam kilka telefonów komórkowych i trochę się gubię w tych fakturach. Od kiedy jednak płacę zero złotych, zaczęła mi się ta zabawa podobać.</h4>
<h4>To są te faktury. Gdzie jest napisane, że mam nic nie płacić?</h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1287" rel="attachment wp-att-1287"><img class="alignnone size-medium wp-image-1287" title="faktura1" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/03/faktura1-400x283.png" alt="" width="400" height="283" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1288" rel="attachment wp-att-1288"><img class="alignnone size-medium wp-image-1288" title="faktura2" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/03/faktura2-400x288.png" alt="" width="400" height="288" /></a></p>
<h4>No i najnowsza wiadomość &#8211; otrzymałem nową fakturę. Tym razem muszę sięgnąć głębiej do kieszeni, zapłacę całe 2,90 zł (słownie dwa złote dziewięćdziesiąt groszy). Oto ta faktura:</h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1292" rel="attachment wp-att-1292"><img class="alignnone size-medium wp-image-1292" title="faktura play" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/03/faktura-play-400x286.png" alt="" width="400" height="286" /></a></p>
<h4>A może jednak jestem winien 38 złotych, jak w drugim słupku?</h4>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1286</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie chce mi się gadać</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1280</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1280#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Mar 2012 18:29:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[gadanie]]></category>
		<category><![CDATA[milczenie]]></category>
		<category><![CDATA[opony]]></category>
		<category><![CDATA[samochód]]></category>
		<category><![CDATA[życie codzienne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1280</guid>
		<description><![CDATA[Mam szczęście, że nie jestem specjalnie gadatliwy. Mogłem  stracić fortunę. Mimo wrodzonej odrazy do mielenia jęzorem czasami nachodzi mnie nieodparta potrzeba ględzenia &#8211; najczęściej bez sensu. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem &#8211; powiada przysłowie, a przysłowia &#8211; jak wiadomo &#8211; są mądrością narodów. Oto moja niedawna przygoda człowieka milczącego, którą opowiedziałem już czytelnikom Gazety [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Mam szczęście, że nie jestem specjalnie gadatliwy. Mogłem  stracić fortunę.</h2>
<h4>Mimo wrodzonej odrazy do mielenia jęzorem czasami nachodzi mnie nieodparta potrzeba ględzenia &#8211; najczęściej bez sensu. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem &#8211; powiada przysłowie, a przysłowia &#8211; jak wiadomo &#8211; są mądrością narodów.</h4>
<h4>Oto moja niedawna przygoda człowieka milczącego, którą opowiedziałem już czytelnikom Gazety Olsztyńskiej.</h4>
<h4><span style="color: #008000;">Mowa z dopłatą</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Jakoś o wiele zgrabniej poruszam się w sferze języka pisanego, niż gadanego. Znajomi mówią o mnie wprost: niemowa. Kiedyś odezwałem się w towarzystwie, a kolega – wówczas dalszy, dziś bliski – rozdarł się na całe gardło: Ludzie! Adam mówi!!! Bardzo śmieszne, nieprawdaż?</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Czasem jednak pod wpływem euforii, wywołanej szczęściem absolutnym, do tego nieoczekiwanym, zaczynam gadać jak najęty. Tak było tym razem, a skutki mogły być opłakane. Sami zobaczcie.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Zaczęło się od tego, że złapałem gumę. Nie pierwszy raz w życiu, ale pierwszy raz w tym samochodzie. Zanim znalazłem dogodne miejsce na  postój, opona była do wyrzucenia.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Wymieniłem koło na zapasowe i zacząłem kalkulować. Dwie nowe opony to koszt… rany boskie. Jedna nowa opona – to koszt… rany boskie dzielone przez dwa – czyli jakby bardziej przyjazny. Kłopot w tym, że opony przeważnie sprzedają parami, a czasami nawet całymi kompletami.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Jadę do serwisu, w którym kupowałem opony zimowe. Duża firma, może akurat mają ten mój Continental dokładnie tego wymiaru, z identyczną rzeźbą bieżnika. Nie uwierzycie, znaleźli! Takim mnie to szczęściem natchnęło, że wbrew naturze swojej milczącej wszcząłem próbę rozmowy z mechanikiem, który zajął się moimi kołami. Że mało klientów, że czekać nie trzeba, więc się cieszę. Potem rozwinąłem temat doboru opon ze szczególnym wyakcentowaniem profesjonalizmu i bogatej oferty tego serwisu, do którego miałem szczęście trafić. A mechanik nic, tylko się uśmiecha. Rozwijam się do granic możliwości, a ten nadal nic, tylko ruchem głowy pokazuje mi wywieszkę. Podchodzę – cennik usług. Pozycja numer trzy: gdy klient komentuje pracę mechanika – dopłata 100%!</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">To oczywiście taki żart serwisantów, którym widocznie gadatliwi klienci zaleźli za skórę. Ale poskutkowało – wróciłem do zwykłego mi stanu błogiego milczenia.</span></h4>
<h4>Bałem się, że mi nie uwierzycie, więc zrobiłem zdjęcia. Plakat był naklejony wokół filatu podpierającego dach warsztatu, więc zdjęcie całości musiałem robić na raty. Sklejcie sobie jakoś.</h4>
<h4>Najpierw opis:</h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1281" rel="attachment wp-att-1281"><img class="alignnone size-medium wp-image-1281" title="cennik1" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/03/cennik1-400x300.jpg" alt="" width="400" height="300" /></a></p>
<h4>Potem cennik:</h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1282" rel="attachment wp-att-1282"><img class="alignnone size-full wp-image-1282" title="cennik2" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/03/cennik2.jpg" alt="" width="320" height="247" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1280</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Emerytura na dwa razy</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1255</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1255#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2012 13:50:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[babcia]]></category>
		<category><![CDATA[emerytura]]></category>
		<category><![CDATA[historia rodzinna]]></category>
		<category><![CDATA[mama]]></category>
		<category><![CDATA[Świątniki]]></category>
		<category><![CDATA[Wileńszczyzna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1255</guid>
		<description><![CDATA[Emerytem każdy z nas jest lub będzie, chyba że nie dożyje. Osobiście zamierzam dożyć i pożyć, ciesząc się radością życia dojrzałego. Narodowa debata emerytalna trwa. Średnio podoba mi się pomysł, aby pracować do późnej starości, natomiast jestem zdecydowanie za tym, aby pracować dłużej. Inaczej nasza emerytura nie wystarczy nawet na papierosy. Jakie to szczęście, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Emerytem każdy z nas jest lub będzie, chyba że nie dożyje. Osobiście zamierzam dożyć i pożyć, ciesząc się radością życia dojrzałego.</h2>
<h4>Narodowa debata emerytalna trwa. Średnio podoba mi się pomysł, aby pracować do późnej starości, natomiast jestem zdecydowanie za tym, aby pracować dłużej. Inaczej nasza emerytura nie wystarczy nawet na papierosy. Jakie to szczęście, że dawno temu rzuciłem palenie&#8230;</h4>
<h4>Ale żarty na bok. Wieszamy psy na obecnej ekipie rządzącej, która rzekomo &#8222;rozwala&#8221; nasz system emerytalny. Tymczasem prawda jest taka, że to my sami ten system rozwalamy od lat. Jakimż to cudem niesłychanym przeciętny emeryt ma u nas niespełna 59 lat? Jakimż to cudem miliony ludzi w ogóle nie płacą składek emerytalnych (płaci je za nich państwo &#8211; czyli my), przechodzą na wcześniejsze emerytury (czasem nawet po kilkunastu latach pracy), a w dodatku te emerytury są często znacznie wyższe od przeciętnej.</h4>
<h4>Tymczasem zamiast walczyć o ukrócenie tych przywilejów, próbujemy tworzyć nowe. Były dwukrotny premier, obecny wicepremier Pawlak Waldemar chce dać wcześniejsze emerytury kobietom za to, że urodziły troje, czworo czy więcej dzieci. Bardzo piękna idea, tyle że jej pomysłodawca, wicepremier Pawlak Waldemar ani się zająknie na temat, skąd weźmie kasę na te emerytury i jaka  będzie ich wysokość. Jeżeli bowiem będziemy się trzymać żelaznej zasady: jaka składka &#8211; taka emerytura, wówczas owe wielodzietne matki uskładają sobie akurat na wspomniane papierosy.</h4>
<h4>Pouczający przykład nieubłaganego działania systemu emerytalnego znalazłem we własnej rodzinie. Opisałem to w moim stałym felietonie w Gazecie Olsztyńskiej z ostatniego piątku:</h4>
<h4><strong><span style="color: #008000;">Emerytura na dwa razy</span></strong></h4>
<h4><span style="color: #008000;">W czasach mojego dzieciństwa, a więc gdzieś w środkowym prekambrze, mieszkałem wspólnie z rodzicami, babcią i dwoma braćmi oraz tak zwaną gosposią, czyli dziewczyną od zakupów, sprzątania i dzieci pilnowania. Ponieważ nasza wesoła trójka (ja i moi bracia) dostarczała gosposi mnóstwa codziennej rozrywki, nie starczało jej już czasu na pilnowanie garów. Gotowaniem zajmowała się przeważnie babcia, przedwojenna polska szlachcianka, nauczycielka matematyki na emeryturze.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Z tą emeryturą babci była cała historia. Maturę zrobiła jeszcze przed I wojną światową (dokładnie w 1912 roku), potem została nauczycielką w rosyjskiej szkole (Polski – przypominam &#8211; jeszcze nie było). Wkrótce po odzyskaniu przez Polskę niepodległości babcia została nauczycielką we wsi Świątniki pod Wilnem. Zamieszkała w szkole; najpierw tylko z siostrą &#8211; także nauczycielką &#8211; później z mężem i dziećmi. Obie moje babcie były niestety dość słabego zdrowia i często chorowały. Po jednym z kolejnych pobytów w szpitalu władze oświatowe powiedziały: dość. Panie nauczycielki zostały zwolnione i odesłane na emeryturę po przepracowaniu zaledwie około dziesięciu lat. Otrzymały głodowe emerytury w wysokości 85 złotych i nakaz wyprowadzki z mieszkania w szkole, co oznaczało kompletną degradację i skrajne ubóstwo całej rodziny. Na szczęście rodzina poradziła sobie dzięki zaradności i pracowitości mojego dziadka – rolnika.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Po II Wojnie Światowej babcia znalazła się w Olsztynie i … zawiesiła swoją emeryturę na kołku. Dostała pracę nauczycielki matematyki w szkole wieczorowej. Powtórnie przeszła na emeryturę po kolejnych kilku latach, by wesprzeć moją mamę – a swoją córkę – w wyprowadzeniu na ludzi całej naszej trójki.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Od powietrza, wody i ognia, a także wojny i przedwczesnej emerytury uchowaj nas Panie.</span></h4>
<h4>Powyższą historię znalazłem w pamiętniku mojej nieżyjącej mamy, niestety nie było tam informacji, jaką emeryturę babcia otrzymała po wojnie. Zapewniam: nie była to kwota oszałamiająca.</h4>
<h4><em><br />
</em></h4>
<p><em></em><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1257" rel="attachment wp-att-1257"><img class="alignnone size-medium wp-image-1257" title="1925 Jadzia Swiątniki" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/02/1925-Jadzia-Swiątniki1-400x263.jpg" alt="" width="400" height="263" /></a></p>
<h4><em><em>A to właśnie moja babcia Jadwiga Lipińska z domu Jagiełłowicz przed budynkiem szkoły w Świątnikach, rok 1925:</em></em></h4>
<p><strong><em><br />
</em></strong></p>
<p><em><span style="color: #000000;"><br />
</span></em><em><em><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1258" rel="attachment wp-att-1258"><img class="alignnone size-medium wp-image-1258" title="1925 Swiątniki Tosia i Gienio" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/02/1925-Swiątniki-Tosia-i-Gienio-400x647.jpg" alt="" width="400" height="647" /></a></em></em></p>
<h4><strong><em>To druga babcia, Antonina zwana Tosią, siostra tej pierwszej, ze swoim synkiem Gieniem. Rok 1925, przed tą samą szkołą. Gienio (rocznik 1920) był moim wujem, zmarł w 2006 roku.</em></strong></h4>
<h4></h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1259" rel="attachment wp-att-1259"><img class="alignnone size-medium wp-image-1259" title="1927 Jadzia, Franio, Lusia" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/02/1927-Jadzia-Franio-Lusia-400x267.jpg" alt="" width="400" height="267" /></a></p>
<h4><strong><em>Znów ta sama szkoła, ale fotograf powiesił jakąś ciemną szmatę jako tło. Ten bobas to moja mama, siedzi na kolanach swojej mamy (mojej babci), obok jej tata &#8211; czyli mój dziadek Franio</em></strong>. Rok 1927.</h4>
<h4></h4>
<p><a href="http://www.bartnikowski.wm.pl/?attachment_id=1261" rel="attachment wp-att-1261"><img class="alignnone size-medium wp-image-1261" title="1928 Jadzia, Franio, Lusia, Miecio" src="http://www.bartnikowski.wm.pl/wp-content/uploads/2012/02/1928-Jadzia-Franio-Lusia-Miecio1-400x637.jpg" alt="" width="400" height="637" /></a></p>
<h4><strong><em><strong><em>A to już cała rodzinka Lipińskich w ogrodzie za szkołą, ten najmniejszy to Miecio, mój wuj (zmarł w 1959 w wieku zaledwie 32 lat).</em></strong></em></strong></h4>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1255</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zapach pieniędzy</title>
		<link>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1250</link>
		<comments>http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1250#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Feb 2012 10:48:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ogólne]]></category>
		<category><![CDATA[ekonomia polityczna]]></category>
		<category><![CDATA[euro 2012]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka rynkowa]]></category>
		<category><![CDATA[gospodarka socjalistyczna]]></category>
		<category><![CDATA[Narodowe Centrum Sportu]]></category>
		<category><![CDATA[pl.2012]]></category>
		<category><![CDATA[stadion narodowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.bartnikowski.wm.pl/?p=1250</guid>
		<description><![CDATA[Transformacja ustrojowa, jaka dotknęła naszą socjalistyczną wówczas ojczyznę w roku 1990, miała przynieść głównie normalność w sferze gospodarki. Ano zobaczmy. Normalność miała polegać z grubsza na tym, że gospodarką rządzą prawa popytu i podaży, że ludzie kompetentni i uczciwi zarabiają dobrze, nieroby i lenie zarabiają słabo, a po chwili wcale, bo zostają wywaleni z roboty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h2>Transformacja ustrojowa, jaka dotknęła naszą socjalistyczną wówczas ojczyznę w roku 1990, miała przynieść głównie normalność w sferze gospodarki. Ano zobaczmy.</h2>
<h4>Normalność miała polegać z grubsza na tym, że gospodarką rządzą prawa popytu i podaży, że ludzie kompetentni i uczciwi zarabiają dobrze, nieroby i lenie zarabiają słabo, a po chwili wcale, bo zostają wywaleni z roboty na zbite leniwe pyski. Trochę to pachniało jeszcze socjalizmem (pamiętacie hasło: jaka praca taka płaca?), ale nie mówimy o zapachach, tylko o mamonie, a jak wiadomo<em> pecunia non olet</em> (wrzućcie w google, to Wam przetłumaczy, jak ktoś nie wie).</h4>
<h4>Kiedy jednak robiliśmy w Polsce gospodarkę rynkową nikomu się nie śniło, że możemy kiedykolwiek organizować jakąś poważną imprezę sportową. A sport jak wiadomo to sprawa narodowa, honorowa i nadzwyczaj prestiżowa, więc zabierzcie brudne łapy od niego precz.</h4>
<h4>To chyba właśnie w środowisku sportowym narodziło się idiotyczne moim zdaniem powiedzonko o tych, którzy wiedzą, gdzie leżą konfitury. Stąd już tylko krok do znanych mi z bezpowrotnie podobno minionej epoki: dojść, znajomości, kumoterstwa i protekcji. Jakoś to wszystko skojarzyło mi się z głośną aferą w Narodowym Centrum Sportu no i wymknęło mi się spod klawiatury coś takiego i wylądowało w piątkowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej:</h4>
<p>&nbsp;</p>
<h4><span style="color: #008000;">(Nie)zwykła ekonomia</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Kiedy byłem piękny i młody, zgłębiałem na studiach tajniki języka i literatury polskiej. Niestety przymuszano mnie także do zgłębiania tajników ekonomii. Co więcej, za czasów mojego studiowania ekonomia dzieliła się na zwykłą i socjalistyczną. Ta zwykła mówiła, że ktoś tam produkuje, ktoś tam to sprzedaje, jeszcze ktoś kupuje, a efektem jest zysk – czyli różnica między kosztami wytwarzania a dochodami ze sprzedaży. W sumie proste jak budowa cepa.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;"> Ta druga ekonomia  była bardziej finezyjna. Pojęcie zysku w ogóle w niej nie istniało, była zaś tzw. wartość dodana (zresztą pojęcie do dziś w ekonomii obecne), którą dzielono – cytuję klasyków – „każdemu według jego pracy”. Inne reguły były tak zagmatwane, że nie rozumieli ich nawet sami wykładowcy. Dopiero po latach zrozumiałem, że tak być musiało – no bo jak wytłumaczyć niewytłumaczalne?</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Egzamin z ekonomii politycznej był w tej sytuacji loterią w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jak wylosowałeś kapitalizm – to miałeś szansę, oczywiście pod warunkiem, że sięgnąłeś wcześniej po skrypty  lub przynajmniej notatki z wykładów. Egzamin z socjalizmu był nie do zdania, bo nawet jeżeli wyuczyłeś się na pamięć podręcznika, to wykładowca i tak nic z tego nie rozumiał i stawiał ci na wszelki wypadek pałę, czyli dwóję.</span></h4>
<h4><span style="color: #008000;">Obserwując zamieszanie wokół wszystkiego, co wiąże się z zawodami w piłkę kopaną pod kryptonimem EURO 2012 mam nieprzeparte wrażenie, że znajdują tam zastosowanie prawa tej części ekonomii, która pozostała dla mnie i moich kolegów ze studiów niezgłębioną tajemnicą. Zaczęło się od powołania zupełnie niepotrzebnego Narodowego Centrum Sportu i jeszcze bardziej zbędnej spółki PL.2012, a kończy na wypłacie gigantycznych premii za źle wykonaną pracę. Mam prawo tego nie rozumieć &#8211; ja zdawałem egzamin z tej „zwykłej” ekonomii.</span></h4>
<p>&nbsp;</p>
<h4>Za komuny drwiliśmy bezlitośnie z rozbudowanych struktur, rozdętej administracji. Mam jednak dziwne wrażenie, że wtedy to był &#8211; jak mówimy kolokwialnie &#8211; mały pikuś w porównaniu z obecnym rozdęciem. Aby zbudować jeden stadion &#8211; prawda że spory, nowoczesny i kosztowny (dwukrotnie przepłacony moim zdaniem), powołujemy do życia Narodowe Centrum Sportu, które przecież wcale nie zajmuje się budową, tylko nadzorem, koordynowaniem i zarządzaniem. A dlaczego nie mogli tego robić urzędnicy Ministerstwa Sportu, Ministerstwa Budownictwa, Ministerstwa Infrastruktury, że o pracownikach Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy nie wspomnę? Dlaczego do &#8222;koordynowania&#8221; (co to znaczy?) działań związanych z przygotowaniem do EURO 2012 musieliśmy koniecznie powołać kolejną spółkę o dziwacznej nazwie PL.2012, zamiast zaprząc do tej roboty ludzi z wyżej wymienionych urzędów? Wiem, że na te pytania nie ma prostych odpowiedzi,  podobnie jak na kolejne: dlaczego za fuszerkę i zawalenie terminów mamy panu Rafałowi K. płacić premię w wysokości mniej więcej 10-letnich zarobków przeciętnie zarabiającego obywatela?</h4>
<h4>A wracając do egzaminu z ekonomii politycznej: na zaliczeniu, dopuszczającym do egzaminu dostałem tematy z ekonomii normalnej, dzięki czemu dostałem ocenę bodaj 4,5. Egzaminujący mnie później profesor chciał w swojej dobrotliwości podciągnąć mnie do pełnej piątki, zadając różne pytania, w tym niestety także z ekonomii socjalizmu. Skończyło się na słabej trójczynie&#8230;</h4>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.bartnikowski.wm.pl/?feed=rss2&#038;p=1250</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

