21 Wrz 2016

Dopiero co zakończone w kalendarzu lato przynagliło mnie do jak najszybszego powspominania starych, dobrych, mokrych czasów. To znaczy nie lato mnie przynagliło, tylko jego koniec, z którym to końcem nigdy nie mogę się pogodzić. Tak mam od kiedy pamiętam.

Trzej przyjaciele z jeziora – można by zanucić o nas piosenkę na melodię słynnej „Trzej przyjaciele z boiska”. Nie harataliśmy w gałę, nie strzelaliśmy bramek, nie dokopaliśmy ruskim ani nawet Albańczykom, bo naszym boiskiem były szerokie lub nieco węższe wody olsztyńskich (i nie tylko) jezior, które przemierzaliśmy wzdłuż, wszerz i w poprzek, a także niekiedy wokół lub przynajmniej po łuku.

To przemierzanie było tylko w jednej trzeciej legalne, bo o ile pamiętam tylko ja z naszej trójki miałem tzw. żółty czepek. Tak nazywano w skrócie specjalną kartę pływacką, uprawniającą do bezkarnego płynięcia na przykład z Dybowa na Wierzbę na styku jezior Mikołajskiego i Śniardwy, czego w swoim czasie prawie dokonałem. Prawie, bo zawrócił mnie w połowie drogi jakiś kajakarz czy żeglarz, zwracając uwagę, że słabo widać mój łeb w falującej wodzie i łacno może on zostać  (ten łeb oczywiście) przecięty dziobem omegi czy innej venuski, a w najlepszym razie walnięty wiosłem kajakarza. Co w efekcie doprowadziłoby do skutku zamierzonego – czyli wyeliminowania takich pływających wariatów z przestrzeni wodnej.

Wróćmy jednak do naszej trójki. Z braku żółtych czepków (osobiście co prawda posiadałem, ale sam się nie będę wygłupiał, więc nie nosiłem) wybieraliśmy akweny położone z dala od czujnych oczu ratowników i policyjnych patroli. Co zresztą nie zawsze się udawało, bo nasza odrodzona ojczyzna bezpieczeństwo obywateli stawiała za cel nadrzędny i otaczała troską szczególną, więc nawet na odcinku nielegalnych pływaków nie odpuszczała i ścigała z całą stanowczością. Inna sprawa, że jakoś nie przypominam sobie, żeby policyjna motorówka dopadła na środku jeziora całą naszą trójkę, więc to było raczej polowanie na jednego tylko pływającego zwierza, czyli na mnie.

Z zapartym tchem śledziłem na Facebooku (kto nie ma, niech żałuje) wyczyn młodej olsztynianki Mai. Przepłynęła ona otóż wszystkie olsztyńskie jeziora wpław, aby zwrócić uwagę na problem czystości wód. Przy okazji powstał film „Wpław przez Olsztyn” dla jednej z telewizji.

Maja zaczęła z wysokiego „c” – od przepłynięcia Krzywego na całej długości – a to ponad 5,5 kilometra! Płynąłem kiedyś podobny dystans w innym jeziorze, więc wiem, co to znaczy. Potem zaliczała kolejno wszystkie pozostałe, nawet tak obecnie dzikie i niesprzyjające kąpielom, jak Podkówka czy Nowodworskie.

No i patrzę, czytam i oczom nie wierzę: toż to córka jednego z tych moich przyjaciół od nielegalnego przepływania wszystkich możliwych i niemożliwych głębi. Jak widać, niedaleko pada jabłko od jabłoni.

Zobaczcie dzielną Maję w jej zmaganiach z olsztyńskimi jeziorami:

ukiel start

Tak się zaczęło – Majka na plaży w Łupstychu, przed nią ok. 5,5 kilometra Jeziora Krzywego.

 

ukiel  ukiel2 ukiel3

To też Jezioro Krzywe, czyli Ukiel, Majka płynęła oczywiście z asekuracją łodzi ratowniczej. O ile wiem, ani razu nie skorzystała z pomocy, nie licząc symbolicznego kubka gorącej herbaty.

 

sukiel sukiel1

 To już jezioro Sukiel, o którym kiedyś pisałem, że nie nadaje się do kąpieli. Jak widać kłamałem.

 

Maja i Ewa

 A to Majka z mamą, znaną dziennikarką radiową Ewą Domaradzką.

 

 Więcej o projekcie (i mnóstwo zdjęć) znajdziecie tutaj:

http://www.facebook.com/WplawprzezOlsztyn/?fref=ts

 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z facebookowego profilu Ewy Domaradzkiej, pobrałem je za jej wiedzą i zgodą, a także za aprobatą samej Majki. Dziękuję.

 

01 Wrz 2016

Z czym się Państwu kojarzy data 1 września? No tak, mnie też głównie z początkiem II Wojny Światowej, ostrzałem Westerplatte, obroną Poczty Gdańskiej i tak dalej. Znam jednak sporo osób, które kojarzą tę datę wyłącznie jako początek roku szkolnego. Jeszcze inni pamiętają, że 1 września 1989 roku zginął w USA jeden z najlepszych polskich piłkarzy Kazimierz Deyna.

Zapewne w polskiej historiografii, a być może i w narodowej świadomości historycznej, 1 września pozostanie na zawsze rocznicą napaści hitlerowskiej na Polskę. Równie dramatycznych wydarzeń nie było i – miejmy nadzieję – nigdy nie będzie już w naszej historii. Pamiętajmy jednak także, że:

1 września 1364 roku papież Urban V wydał bullę powołującą do życia Akademię Krakowską, dziś znaną jako Uniwersytet Jagielloński w Krakowie. Uczelnia ta jest mi szczególnie bliska, bowiem wyposażyła w dyplomy magisterskie dwoje moich dzieci, uprzednio oczywiście przepuściwszy oboje przez solidny magiel wykładów, seminariów, kolokwiów i egzaminów;

1 września 1939 roku w niemieckim wówczas Olsztynie uruchomiono komunikację trolejbusową, odrestaurowaną także po II wojnie światowej w polskim już Olsztynie;

1 września  1961 roku urodził się Krzysztof Dariusz Szatrawski, olsztyński pisarz, krytyk muzyczny i literacki;

1 września 1969 roku w Libii nastąpił przewrót wojskowy, proklamowano utworzenie Libijskiej Republiki Arabskiej, władzę objął Muammar al-Kadafi, obaliwszy króla Idrisa I. Sam Kadafi także został obalony i zabity w wyniku wojny domowej w 2011 roku;

1 września 1972 roku na igrzyskach olimpijskich w Monachium Józef Zapędzki po raz drugi został mistrzem olimpijskim w konkurencji pistoletu szybkostrzelnego, co widziałem na własne oczy w czarno-białej wówczas telewizji;

1 września 1982 roku zmarł Władysław Gomułka, polski polityk, działacz komunistyczny, I sekretarz KC PPR, wicepremier, I sekretarz KC PZPR;

1 września 1985 roku odnaleziono wrak Titanica;

1 września 1999 roku założono Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie;

1 września 2016 roku dzieciaki poszły do szkoły i tam dowiedzą się, które z tych wydarzeń są ważne, które jeszcze ważniejsze, a o których można spokojnie zapomnieć.

 

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.