14 Cze 2016

Kiedy byłem mały, Dworzec Zachodni w Olsztynie wyznaczał swego rodzaju granicę naszego świata. Nasz świat to było dzisiejsze Osiedle nad Jeziorem Długim, które rozciągało się – podobnie jak dzisiaj – od przejazdu w Likusach do wiaduktu na styku Bałtyckiej i Grunwaldzkiej. Pod torami był tam tunel – jedyny w Olsztynie, pod którym przejeżdżał tramwaj.

Ten tunel, chociaż długi ledwie na dziesięć, może kilkanaście metrów, miał swój urok w czasie jazdy tramwajem, bo na chwilę robiło się prawie ciemno i widać było tryskające spod pałąka iskry za oknem. No a dodatkowo stanowił tę granice nieprzekraczalną, choć czysto umowną.

Jako dziecko raczej rzadko zapuszczałem się poza tunel, bo nie było po co. Wszystko, co potrzeba, miałem na osiedlu: przedszkole, szkołę, kumpli, plażę i osiedlowy sklep z chrupiącym chlebem, po który posyłały nas zabiegane matki i którego piętkę wszyscy ogryzaliśmy w drodze ze sklepu do domów. Kto nie ogryzał piętki z chleba, biegnąc tzw. uliczką, łączącą Aleję Róż z Aleją Przyjaciół, ten nie wie, na czym polega szczęście dziesięcio-, dwunastolatka.

Dobra, dość o tym chlebie, to nie jest poradnik młodego piekarza, miało być o tunelu, a właściwie o Dworcu Zachodnim. No więc na tym dworcu właściwie w ogóle nie bywałem, bo jak już gdzieś wyjeżdżaliśmy pociągiem, to zawsze z Dworca Głównego. Tak się jakoś utarło zupełnie nie wiem dlaczego, bo przecież wszystkie pociągi w kierunku Warszawy, Wrocławia czy Krakowa, a to były kierunki najczęściej – choć nieprzesadnie często – przez nas nawiedzane, przejeżdżały przez Zachodni i zawsze się tu zatrzymywały. Mieszkaliśmy w pobliżu, więc wydawałoby się, że ten Zachodni jakoś bardziej swojski, bardziej przyjazny… A my na ten Główny. Może chodziło o to, że wtedy ludziska nałogowo jeździli koleją, przez co już na Głównym ścisk był taki, że do tej puszki sardynek już nie dało się nikogo wcisnąć, więc ci, którzy naiwnie próbowali wsiąść na Zachodnim, zostawali na peronach z bezużytecznymi biletami w garści.

Ech, wspomnienia. Kto dzisiaj jeździ pociągami? Gdzie te tłumy? Gdzie ten ścisk? Gdzie ci zostający na Zachodnim podróżni? Niniejszym solennie obiecuję, że kiedy już stanie nowy Zachodni, wówczas wybiorę się w podróż bliską lub daleką właśnie pociągiem, właśnie stamtąd. No chyba że znowu ten ścisk i te sardynki mnie nie wpuszczą…

 

zachodni Zbigniew_Woźniak]

Fot. Zbigniew Woźniak

A to Zachodni obecnie – jak widać pociągi wciąż jeżdża, ale gdzie te sardynki?

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.