25 Lut 2016

Jak obuchem uderzyła we mnie wiadomość o śmierci Magdy Masztalerz, trenerki pływania, mojej bardzo dobrej znajomej, która to znajomość ocierała się chwilami o przyjaźń.

 

Kiedy dokładnie 20 lat temu zostałem prezesem Okręgowego Związku Pływackiego w Olsztynie, zastałem środowisko pływackie zwarte, chociaż niejednolite. Magda Masztalerz, obok zmarłego w grudniu 2015 roku Edka Uścinowicza, była bez wątpienia tego środowiska ikoną i filarem. W mojej 8-letniej przygodzie z pływaniem Magda była mi zawsze ostoją i podporą.

Wręcz legendarna była jej sumienność i akuratność. Dla niej nie było „luźniejszego” treningu. Jedna z jej byłych podopiecznych Magdalena Mielnik, dzisiaj wybitna triathlonistka wspomina, jak kiedyś jej grupa postanowiła urządzić swojej trenerce urodziny na basenie. Dzieciaki pojawiły się na trening w ubraniach, z niespodzianką w zanadrzu. Magda na początku była wściekła, bo po prostu nie mieściło jej się w głowie, że można zawalić trening. W końcu jednak nawet ona odpuściła. Ona po prostu bardzo kochała te swoje dzieciaki, dla których na co dzień musiała być groźną i stanowczą panią trener.

 

Magdalena Masztalerz była absolwentką warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego (obecnie im. Józefa Piłsudskiego), trenerem I klasy, instruktorem ratownictwa WOPR. Całe swoje trenerskie życie poświęciła Olsztynowi, wychowała wiele pokoleń pływaków, medalistów Mistrzostw Świata i Europy juniorów i niezliczoną rzeszę medalistów Mistrzostw Polski. Była nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 2, krótko nawet zastępcą dyrektora tej placówki, ale przede wszystkim szkoliła dzieci i młodzież w jedynym wówczas klubie pływackim – MKS Juvenia, na którego podwalinach zbudowano po latach Miejskie Towarzystwo Pływackie Kormoran, a dużo później także AZS UWM.

 

Magda nosiła panieńskie nazwisko Nowak. Jakoś miałem  szczęście do fajnych Nowaków w środowisku pływackim. Jeden z moich najbliższych przyjaciół nie tylko pływackich, ale też życiowych, to Jacek Nowak, świetny ongiś zawodnik, mistrz Polski, obecnie równie wybitny trener. Długie lata pracował z olsztyńską młodzieżą, 10 lat temu los przeniósł go do Gorzowa Wielkopolskiego. Inny mój przyjazny Nowak – to Janusz Nowak, wybitny, wielce zasłużony sędzia pływacki z Olsztyna. To właśnie on – wspólnie z Magdą i ze mną – odbierał Medal 90-lecia Polskiego Związku Pływackiego w 2012 roku. Wszyscy ci Nowakowie nie byli ze sobą spokrewnieni.

Właśnie z okazji tego wręczania spotkałem się ostatni raz z Magdą w przepięknej olsztyńskiej Aquasferze. Wyściskaliśmy się wówczas serdecznie, Magda opowiedziała mi o swoich zmaganiach z chorobą (była po niedawnej ciężkiej operacji), powspominaliśmy – jak to starzy działacze – dawne dobre czasy.

 

Nigdy już na pływalni nie zabrzmi jej charakterystyczny, trochę zachrypnięty głos (ach, te papierosy, nie umiała z nich zrezygnować), nigdy nie zobaczymy jej charakterystycznej sylwetki na brzegu basenu, gdy machaniem rąk i rytmicznym „hop, hop” dopingowała swoich zawodników do jeszcze większego wysiłku.

Magda Masztalerz zmarła 20 lutego w wieku 69 lat, uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w sobotę 27 lutego o godz. 12.30 mszą świętą w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa przy ul. Mickiewicza. Magda Masztalerz pochowana zostanie na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Poprzecznej w Olsztynie.

 

To zdjęcie znalazłem na profilu fejsbukowym Jakuba, syna Magdy, pochodzi z lata 2015 roku. Magdę obejmuje słynny olsztyński bard Walerian Ostrowski.

MagdaM

 

A to Magda (pierwsza z lewej) w większym towarzystwie podczas tej samej imprezy w Karczmie Warmińskiej w Gietrzwałdzie.

 

Magda z FB Jakub Nowak

 

Tu Magda, jaką znaliśmy na co dzień, w krótkich chwilach wolnych od zajęć na basenie.

 

masztalerz1

 

 

 

 

02 Lut 2016

Kiedy zobaczyłem na ulicach mojego rodzinnego Olsztyna nowoczesne, oliwkowo-zielone tramwaje, poczułem się człowiekiem spełnionym. Jak człek dość posunięty w latach (tu akurat postęp jest niespecjalnie pożądany, ale taż działa) pamiętam dawne olsztyńskie tramwaje, które odeszły do historii ponad 50 lat temu.

Zdążyłem sobie nimi pojeździć, bywało – ze wstydem przyznam – na gapę. Bilet kosztował w końcu 20 groszy, nie każdego dzieciaka było stać. O ile pamiętam, moje kieszonkowe wynosiło 2 złote tygodniowe, a i to nie zawsze było na czas wypłacane. Kiedy moja tygodniówka sięgnęła już astronomicznej kwoty 5 złotych, a ceny biletów tramwajowych ani drgnęły, było mnie już stać na jazdę „za biletem” (tak mówili wówczas konduktorzy i kontrolerzy), no ale akurat właśnie wtedy tramwaje zniknęły i trzeba było się przesiąść do wiecznie rozklekotanych czerwonych sanów (wkrótce już autosanów).

Biletu kupowało się wtedy nie w kiosku czy automacie, ale w tramwaju (później w autobusie). W tramwaju było przyjemniej, bo siedziałeś sobie jak panisko na ławeczce (pamiętam, były z surowego, polakierowanego drewna), a konduktor (konduktorka) podchodził (podchodziła) z ogromną czarną torbą i chwiejąc się na nogach (to z powodu kołysania, nie z tego, o czym myślicie) wydawał bilety, przyjmował pieniądze, wydawał resztę i tak dalej. W autosanach było już gorzej, bo konduktor (konduktorka) siedział sobie na specjalnie wydzielonym miejscu tuż przy wejściu i trzeba było się do niego dopchać, co w warunkach permanentnego tłoku było sztuką niełatwą.

No ale od czegóż wzmiankowany postęp. Teraz w tramwajach są specjalne biletomaty, czyli imponujące, nowoczesne maszyny z konduktorem w środku, które wydają bilety, przyjmują monety i banknoty, a nawet wydają resztę. Przed takim właśnie biletomatem postałem ostatnio chwilę w pięknym, oliwkowo-zielonym tramwaju, kontemplując napis: AUTOMAT NIECZYNNY, BILETY PROSZĘ KUPOWAĆ U MOTORNICZEGO.

Pukam nieśmiało w plastykową szybę, za którą trzyma stery miła (tak wyglądała, nie znam niestety osobiście) pani motornicza, proszę o bilet, a ona: ja biletów nie sprzedaję. I włączyła któryś tam tramwajowy bieg. Przejechałem na gapę trzy przystanki, szykując sobie w duchu płomienną przemowę do kanara, gdyby ośmielił się mnie skontrolować. Nikt się nie ośmielił.

A tu kilka fotek z 18 grudnia 2015 roku, czyli z inauguracyjnego rejsu reaktywowanych olsztyńskich tramwajów.

 

P1030016

Tramwaj przepasany wstęgą, za chwilę symbolicznie przetną ją ważne osoby.

P1030014

Słitfiocia z tramwajem, nie wiem dlaczego jakoś krzywo stanąłem.

 

P1030028

Już jestem w środku, ten tłum napiera, bo też chciał jechać.

 

P1030032

Część niestety jednak wsiadła, przez co musiałem się męczyć w takich warunkach. Za to jechałem na gapę, wtedy jeszcze legalnie, bo do końca 2015 roku przejazdy tramwajami były bezpłatne.

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.