15 Sty 2016

Niemal dokładnie 20 lat temu, 12 stycznia 1996 roku zmarła w Gelsenkirchen w Niemczech Zofia Dudzińska, dziennikarka Głosu Olsztyńskiego i Gazety Olsztyńskiej. Jej prochy spoczywają na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Poprzecznej w Olsztynie.

Pracowaliśmy w jednej redakcji: ja – młody i (podobno) zdolny dziennikarz i ona, należąca wówczas do średniego pokolenia redakcyjnego, ciesząca się olbrzymim, zasłużonym autorytetem zawodowym. Zbliżył nas nieoczekiwanie wybuch tzw. pierwszej Solidarności, a już szczególnie strajk olsztyńskich drukarzy w sierpniu i wrześniu 1981 r. To wówczas kilku młodych buntowników, w tym niżej podpisany, opowiedziało się za postulatami strajkujących, niejako wbrew linii własnej gazety. Uczyniliśmy to z bólem i ogromnym wahaniem, ale uważaliśmy, że tak trzeba. Nasze stanowisko, znane później jako List 11, opublikowała podziemna prasa, a sygnatariusze listy wylecieli z mniejszym lub większym hukiem z pracy. Niektórzy na zawsze, inni po jakimś czasie wrócili.

No ale ja nie o tym swoim wątpliwym bohaterstwie, tylko o pani Zosi. Otóż była ona jedną z sygnatariuszek tego wywrotowego listu; bez chwili wahania wsparła nas całym swoim ogromnym autorytetem zawodowym i – nie bójmy się tego słowa – moralnym. Pamiętam, jak chodziliśmy z tym listem, wystukanym na redakcyjnej maszynie do pisania, po wszystkich pokojach. Niektórzy koledzy patrzyli dość życzliwie,  inni z rezerwą, jeszcze inni wręcz się odcinali; do podpisania mało kto się wyrywał, czemu trudno się dziwić. Czasy były takie, że jednym tego rodzaju podpisem można było przekreślić całą dotychczasową karierę, choćby nie wiem jak piękną, bogatą i twórczą. Ze starszego pokolenia z przekonaniem podpisali, tym samym wsparli nas, właśnie Zofia Dudzińska, Staszek Wieczorek i Rysiek Marciak. Wszyscy już niestety nie żyją.

Ten jeden podpis pani Zofii to jakby kwintesencja jej poglądów i postawy przez całe życie. Warto tu dodać jeszcze jeden szczegół z tamtego czasu. Wtedy właśnie pani Zofia wybierała się na emeryturę, w redakcji odbyło się uroczyste pożegnanie, były przemowy, gratulacje i oczywiście bukiet kwiatów. Po zakończeniu fety Pani Zofia zaniosła ten bukiet strajkującym drukarzom; zawiesiła go symbolicznie na bramie Olsztyńskich Zakładów Graficznych.

Zofia Dudzińska nigdy nie wyrażała poglądów „po linii”, więc była raczej dość niewygodna dla jedynie słusznej partii rządzącej. Tu trzeba jednak oddać sprawiedliwość ówczesnej redakcji Gazety, która – w założeniu przecież organ partyjny – umiała zachować pluralizm postaw swoich dziennikarzy. Nikomu nawet do głowy nie przyszło robić „pod górę” tak świetnej dziennikarce, jak Zofia Dudzińska tylko dlatego, że nie zgadzała się z linią partii. Po tej historii z listem Pani Zosia odeszła na emeryturę, wkrótce wyjechała na stałe do Niemiec, do Gelsenkirchen. Tenże pluralizm myślenia w mocno partyjnym skądinąd gronie kierowniczym Gazety pozwolił mi wrócić po jakimś czasie do pracy – jak łatwo bowiem się domyślić, wyleciałem wówczas z hukiem z redakcji.

Po śmierci Pani Zofii pięknie pożegnał ją na łamach naszej Gazety Staszek Wieczorek, Jej i mój kolega redakcyjny, przy tym – jak wspomniałem – także sygnatariusz słynnego Listu 11. Pokazał jej niezakłamany portret z wszystkimi odcieniami. Ja takiego portretu nakreślić nie potrafię, jako przedstawiciel redakcyjnej młodzieży nie mogłem przecież liczyć na wkroczenie do wąskiego kręgu przyjaciół Pani Zosi. Zapamiętałem ją natomiast jako prawdziwą damę, z nieodłącznym papierosem i gigantyczną torebką, w której trzymała prawie wszystko, a także z reportaży społecznych i sądowych, o jakich my młodzi mogliśmy wówczas najwyżej pomarzyć.

 

Zofia Dudzińska urodziła się 9 sierpnia 1924 r. w Tuczkach koło Działdowa w rodzinie pisarza i poety Teofila Ruczyńskiego. Ukończyła prawo na Uniwersytecie Warszawskim, po czym podjęła pracę w „Głosie Olsztyńskim„, w 1970 roku przekształconym w „Gazetę Olsztyńską”. Publikowała swoje artykuły także w „Słowie na Warmii i Mazurach” oraz w „Dzienniku Pojezierza”. W publikacjach podejmowała tematy dotyczące polskiej przeszłości Warmii i Mazur. Jest autorką opracowania „Walka, męczeństwo, cmentarze”, a także „Przewodnika po miejscach pamięci narodowej Warmii i Mazur”.

 

Przed napisaniem tego wspomnienia spotkałem się z siostrą Pani Zofii Marią Haliną Paszczuk. Z panią Haliną (rodzina, przyjaciele i bliscy znajomi wiedzą, że lubi używać swojego drugiego imienia) rozmawialiśmy długo nie tylko o jej siostrze, ale też o życiu. Wspaniała, bogata wewnętrznie, głęboko mądra osoba. Pani Halina udostępniła mi także zamieszczone tu zdjęcia Zofii Dudzińskiej.

 

 

1

Zofia Dudzińska z przyjacielem, niemieckim dziennikarzem Kurtem Schicknusem w Gelsenkirchen

 

 

2

Z siostrą Marią Haliną (po prawej) i siostrzeńcem w Brukseli

 

3

Z siostra Marią Haliną w Olsztynie

 

4

 

Z siostrzeńcem w Brukseli, w charakterystycznej pozie ze słynną torebką

 

5

 

Jeszcze raz z siostrzeńcem w Brukseli pod pomnikiem słynnego siusiającego chłopca (Manneken pis)

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.