13 Paź 2015

Mieszkanko po remoncie mam pachnące farbą i świeżym drewnem, jasne (bo wszystko na jasno zrobiłem, chciałem jakiś kontrast dla charakteru gospodarza), mebelki też przeważnie nowe, też jasne, ale wyjątek zrobiłem dla pokoju, który nazywamy w skrócie i z lekką przesadą biblioteką lub gabinetem.

Otóż do gabinetu z jakichś ważnych powodów, których za nic nie potrafię sobie przypomnieć, zamówiliśmy meble czarne. Przyjechało to wszystko pokaźną ciężarówką, silni panowie wnieśli mi do mieszkania ponad dwadzieścia ciężkich jak ołów paczek i zostawili z całym tym bałaganem. Chcąc nie chcąc zabrałem się za mozolne składanie tych pięknych mebelków do kupy. Możecie wierzyć lub nie, ale po kilku dniach w końcu się udało i biblioteka była gotowa na przyjęcie księgozbioru.

No i tu zaczęły się schody. Książki wynosiłem z mieszkania przez tydzień z okładem i składałem w mieszkaniu przyjaciół. Na szczęście nie miałem daleko – ta sama klatka schodowa i to samo piętro, ale i tak roboty huk.

 

P1020402

Tak te książki wyglądały w mieszkaniu przyjaciół. To oczywiście nie wszystkie, część spoczywała w regałach w drugim pokoju

 

Jeszcze większy huk z wnoszeniem tej góry tomów z powrotem. Nie sztuka bowiem zwalić wszystko na kupę, ale weź to ułóż człowieku w jakimś logicznym porządku i to tak, żeby później można było każdą potrzebną pozycję szybko odnaleźć. U nas wygląda to tak, że każdy tom bierzemy do ręki, oglądamy, czyścimy z kurzu specjalną szmatką i układamy na z góry upatrzonym miejscu. Po czym przekładamy na inne miejsce, a potem na jeszcze inne, by wrócić do pierwotnej koncepcji.

P1020629

To te ciemne regały, gotowe na przyjęcie książek

 

Jako poloniści z wykształcenia oboje z żoną łyknęliśmy nieco wiedzy bibliograficznej, dzięki czemu oczywiście znamy ogólne zasady gromadzenia księgozbiorów. No ale te zasady łatwo wprowadzić w życie w dużej bibliotece, gdzie można osobno ustanawiać kategorie tematyczne (np. fantastyka), a osobno gromadzić zbiory według kolejności alfabetycznej. Próbuję alfabetycznie – ba, a co z poezją? Poezja oddzielnie, bo przecież jak by wyglądał Mickiewicz stojący tuż obok dajmy na to Makuszyńskiego, nic nie ujmując jednemu i drugiemu.

 

P1020631

Dylematy mojej żony

 

A reszta? Według alfabetu? No to pojechałem tym alfabetem, a tu żona wraca z pracy i woła: przecież tu miały stać serie wydawnicze, a ty wjechałeś z tymi starociami.

W desperacji poradziłem się przyjaciela, który – tak się składa – jest dyrektorem dyrektorów, czyli szefem wszystkich bibliotek w naszym pięknym, oczytanym województwie.

– Układaj jak chcesz, przecież sam wiesz najlepiej – powiada mój przyjaciel. – A jak coś tam ci zostanie, to przyjeżdżaj jak w dym do mnie, to znaczy do którejś biblioteki. Na pewno wszystko weźmiemy.

 

P1020640

Coraz bliżej końca

 

Uspokoił mnie, nie ukrywam. Rzeczywiście zostało coś ze sto, może sto pięćdziesiąt tomów, większość w niezłym (choć nie rewelacyjnym) stanie, w tym sporo lektur. Okazało się na przykład, że mojego ukochanego Sienkiewicza mam w trzech wcieleniach, no więc niech inni też się nacieszą. Podobnie Prus, Lem (to ten od Dzienników gwiazdowych, jakże udatnie przeniesionych niedawno na scenę Olsztyńskiego Teatru Lalek przez mojego brata Andrzeja) i spora sterta kryminałów, ale takich z wysokiej półki z Agatą Chrisie na czele.

gabinet1

A to już efekt końcowy. Coś tam zostało, ale to już zmartwienie Andrzeja (nie brata, lecz przyjaciela)

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.