09 Cze 2015

Kiedy mnóstwo lat temu kończyliśmy udanymi egzaminami maturalnymi nasze Liceum, rozstawaliśmy się z zapewnieniami o wieczystej przyjaźni, o podtrzymywaniu kontaktów, o pisywaniu do siebie (o majlowaniu i sms-owaniu nikt jeszcze nie słyszał).

Niektórzy z nas nawet – i nie była to wcale grupka aż tak bardzo marginalna – wybierali kierunek studiów w zależności od tego, gdzie wybierała się przyjaciółka lub przyjaciel.

W moim liceum, a już na pewno w mojej klasie, więzi przyjacielskie i koleżeńskie były bardzo silne. Na tyle mocne, że kiedy wspólnie z kilkoma dawnymi szkolnymi koleżankami i kolegami postanowiliśmy zorganizować zjazd koleżeński, frekwencja była niemal stuprocentowa, wyższa niż na niektórych lekcjach – bo wagary niestety też nam się zdarzały. Siłą rozpędu postanowiliśmy zorganizować kolejny zjazd z okazji kolejnej rocznicy – tym razem było już gorzej. Przyjechała mniej więcej połowa. Kolejny planowany zjazd już się nie odbył – chętnych było zaledwie kilkoro.

Podczas uroczystości z okazji 70-lecia mojego Liceum, jakie odbywały się w ubiegłym tygodniu, spotkałem tylko jednego kolegę z klasy, z którym zresztą utrzymuję od lat przyjacielskie kontakty. Rozglądaliśmy się obaj usilnie, mój przyjaciel – z racji słusznego wzrostu – z łatwością przeczesywał wzrokiem korytarze i aulę; bez skutku. Dwóch nas przyszło, dwóch pozostało do końca.

Pozostaje więc zapytać za Jackiem Kaczmarskim: co się stało z naszą klasą?

Czy nam się już nic nie chce z racji wieku, lenistwa, a może obawiamy się, że spotkanie z dawnymi kolegami, których nie wiedzieliśmy dobre …dziesiąt lat rozczaruje i nas, i ich. A może wcale nie jesteśmy sentymentalni, może tylko tak gadaliśmy o koleżeństwie, przyjaźni, a w gruncie rzeczy nic nas nie łączyło z resztą klasy oprócz codziennych szkolnych obowiązków. Nie chce mi się wierzyć!

George1

A to właśnie ja (ten mały) i mój przyjaciel George

 

Prawdziwie niezłomni są za to nauczyciele, a raczej nauczycielki. Nasze dawne profesorki, nie bacząc na wiek i odległość, przybyły do swojej szkoły, a bardziej chyba do nas – swoich uczniów. Spotkaliśmy je na słynnym szkolnym spacerniaku, a nawet później – podczas spotkania towarzyskiego z tańcami i hulankami.

Szewczuk Wachonin

Nasze panie profesorki, Kazimiera Szewczuk od chemii (w kapeluszu) i Jadwiga Wachonin (matematyka). Profesor Szewczuk przyjechała specjalnie z Gdańska, gdzie obecnie mieszka

 

Mimo wszystko się nie zniechęcam; kto wie, czy wspólnie z przyjacielem nie zorganizujemy kolejnego zjazdu naszej klasy z okazji kolejnego jubileuszu. Jeżeli się nie uda, to spotkamy się znów we dwóch i zaintonujemy nostalgicznie: Co się stało z naszą klasą?…

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.