15 Sty 2015

Ta orteza brzmi jak meksykański arystokrata, ale ani z Meksykiem, ani z arystokracją nie ma nic wspólnego.

Zaczęło się od nieplanowanej lekcji astronomii. Zupełnie nieoczekiwanie, a nawet poniekąd wbrew woli, zgłębiłem ostatnio najbardziej niezgłębione tajemnice kosmosu. Ujrzałem mianowicie wszystkie gwiazdy naszego nieboskłonu, łącznie z tymi, których istnienia nawet nie podejrzewałem. Objawienie miało miejsce na wewnętrznej uliczce w pobliżu szpitala, gdzie stąpnąwszy na grudkę lodu wywinąłem potężnego orła, po czym gruchnąłem całym ciężarem (na szczęście niespecjalnie nadmiernym) na lewą rękę. Chrupnęło, trzasnęło, po czym zobaczyłem rzeczone gwiazdy.

Z bezwładnie zwisającą i tętniącą bólem ręką odbyłem jeszcze spotkanie, na które tak niefortunnie spieszyłem, po czym zostałem odwieziony do szpitala prywatną karetką, czyli samochodem mojej żony z nią samą za kierownicą.

Oczekujecie teraz zapewne, szanowni Czytelnicy, opisu gehenny, jaką przeżyłem w dusznej szpitalnej poczekalni, gdzie godzinami wyczekiwałem na zainteresowanie bezdusznego personelu. Otóż rozczaruję Was niestety. Zostałem szybko prześwietlony (nie bez dodatkowych cierpień, no bo spróbujcie zdjąć ciasny podkoszulek z połamanej ręki), po kilkunastu minutach trafiłem pod opiekę sympatycznego, kompetentnego lekarza i równie sympatycznej i kompetentnej pielęgniarki, którzy w trybie natychmiastowym upodobnili mnie do mumii straszącej widzów w trzeciorzędnych horrorach. Zostałem mianowicie zakuty na cztery tygodnie w białą gipsową zbroję.

Wyglądałem właśnie tak:

P1020174

Niech Was nie zwiedzie ten krzywy uśmiech – wcale mi nie było (i wciąż nie jest) do śmiechu

Ten nieco przydługi, ale – przyznacie – trzymający w napięciu wstęp miał być wytłumaczeniem mojej też nieco przydługiej nieobecności na tych łamach. W tym czasie sprawdziłem, że nie da się jedną ręką:

– pokroić chleb, a tym bardziej posiekać cebulę(więc kupuję chleb krojony, ale spróbujcie kupić siekaną cebulę);

– podnieść garnek z zupą (chyba że to wyjątkowo mały garnek);

– zawiązać sznurowadła (wymyśliłem na to własny patent, przy okazji się podzielę);

– prowadzić samochód, co dla mnie oznacza wykluczenie komunikacyjne, bo trasy autobusów, rozkłady jazdy, system kupowania biletów i podobne sztuczki pozostają dla mnie niezgłębioną tajemnicą, a przecież nie wszędzie da się dojść piechotą.

Teraz spoczywało na mnie zadanie nierównie trudniejsze, niż złożenie do kupy złamanej ręki; trzeba otóż umówić się na wizytę kontrolną (tydzień po wypadku), a także zawalczyć o zamianę gipsowego pancerza na tzw. ortezę, czyli nowoczesną kamizelkę ortopedyczną. Działa ona równie skutecznie, jak gipsowa – to znaczy unieruchamia kończynę w pożądanej pozycji, ale jest bez porównania wygodniejsza.

Trzeba tu wyjaśnić, że wszystko to, co wiąże się z procedurami leczniczymi w ramach NFZ jest dla mnie tajemnicą jeszcze bardziej niezgłębioną, niż wspomniane na wstępie otchłanie kosmosu. Do lekarzy nic chadzam prawie w ogóle, a w razie absolutnej konieczności ratuję się wizytami prywatnymi. Teraz też najpierw zarejestrowałem się w poradni prywatnej, a dopiero później przejrzałem w Internecie wszystkie przychodnie ortopedyczne w moim mieście. Przy każdej znalazłem informację, że czas oczekiwania wynosi co najmniej miesiąc. Poniechałem zatem bezowocnych prób telefonicznej rejestracji, atoli dzień przed terminem wizyty w tej prywatnej poradni poszedłem jeszcze na wszelki wypadek na rozpoznanie do przychodni – nazwijmy to – państwowej. I co powiecie? Pani rejestratorka trochę tylko poburczała, że nieco późno, ale znalazła termin już na następny dzień. Prywatną odwołałem, idę z duszą na ramieniu do tej NFZ-owskiej.

Potem już wszystko przebiegało jak we śnie: niewielka kolejka, troskliwy, kompetentny lekarz, prześwietlenie (jedyne wąskie gardło w przychodni) i wymarzona orteza, którą na miejscu mi założono. Ba, umówiłem się już nawet na zabiegi rehabilitacyjne, w dodatku – znów nie uwierzycie – przez telefon!

Pogłoski o zapaści w uspołecznionej służbie zdrowia są zdecydowanie przesadzone.

A tak wyglądam otulony rzeczoną ortezą:

P1020179 - Kopia

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.