21 Lis 2013

Mądrej głowie dość dwie słowie – powiada staropolskie przysłowie. Wymądrzałem się otóż nie tak dawno na temat Otwartych Funduszy Emerytalnych – no i masz babo placek. Ktoś tam w rządzie – nie śmiem przypuszczać, że sam pan premier – czytał najwyraźniej te moje wypociny i uznał, że to głos ludowej mądrości.

Przypomnę, że w tej mojej pisaninie jechałem po OFE jak po łysej kobyle konkludując, że najlepiej byłoby całe to towarzystwo (a właściwie towarzystwa, OFE są zarządzane – jak  wiadomo -przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne) rozpędzić na cztery wiatry, a kasę – jak pan Bóg przykazał – przelać do państwowego ZUS. Chyba że nadal chcemy tracić na przykład ponad 20 miliardów rocznie, jak to się przydarzyło w 2008 roku (wskutek fatalnego zarządzania i nietrafnych inwestycji OFE straciły łącznie 22 miliardy złotych) i jeszcze za takie genialne operacje finansowe płacić zarządom PTE ciężkie pieniądze (w tymże roku 2008 – ok. 1,8 miliarda złotych w ramach kosztów utrzymania, wynagrodzeń i premii).

Nie jestem ekonomistą, tylko zwykłym gryzipiórkiem, ale właśnie dlatego nie mam zamiaru snuć uczonych wywodów na temat ryzyka inwestycyjnego, stopy zwrotu w przedziale długookresowym i podobnych mętnych półprawd i prawd ukrytych. Podobno niektórzy potrafią całkiem przyzwoicie zarobić tak zwaną grą na giełdzie, ale osobiście wolę grę na fortepianie, a nawet na skrzypcach, że o gitarze nie wspomnę. Kompletnie nie rozumiem, dlaczego na wszystkich giełdach świata faceci w szelkach (koniecznie czerwonych) latają jak opętani, wymachują rękami, wrzeszczą coś do komórek i podobno w czasie tych szaleńczych wygibasów zarabiają lub tracą miliony. Jeżeli tam byli faceci z naszych PTE, to oczywiście należeli do tej drugiej grupy.

W najnowszych pomysłach rządu najlepsze jest to, że aby pozostać w OFE, musimy podjąć jakieś działania. Nie robiąc nic – za trzy miesiące trafimy automatycznie do ZUS. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że za kilka lat będziemy słuchać opowieści o OFE jak bajki o żelaznym wilku, bowiem nicnierobienie to nasza specjalność.

Wszystko to, co powyżej, pisałem jeszcze przed zmianami w rządzie, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby nowy minister finansów, który wygląda mi na rozsądnego faceta, podjął jakiekolwiek działania, opóźniające tę słuszną reformę OFE. Tylko małe sprostowanie: to nie rząd, nie premier, nie stary czy nowy minister finansów; tę reformę wymyślił niżej podpisany skromny dziennikarz z Olsztyna, za co nie pobrał (tylko na razie, mam nadzieję) żadnej gratyfikacji.

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.