24 Kwi 2012

Mówiąc w dużym uproszczeniu, od ponad ćwierćwiecza żyję w dość skomplikowanym trójkącie małżeńskim. Póki co żadna ze stron nie myśli o rozstaniu.

Trójkąt małżeński, w którym wszyscy są wierni sobie nawzajem – oto sztuka, która udaje się nielicznym. Moja nieoceniona małżonka z pełnym zapałem podtrzymuje ten – wydawałoby się dziwaczny – związek.

Rzecz całą wyłuszczyłem w moim stałym felietonie w magazynowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej.

Małżeński trójkąt

Jako nieletnie pacholę miałem twarzyczkę pacholęcia właśnie, co mi zostało do późnej dorosłości. Miałem przez to pewne problemy na początku mojej dziennikarskiej – przepraszam za słowo – kariery. Zaczynałem młodo, a na dodatek ten dziecięcy wygląd… Zawsze jednak magicznie działała nazwa, a wobec większych niedowiarków – także legitymacja mojej macierzystej Gazety Olsztyńskiej.

Wkrótce moja staruszka dobiła do okrągłej setki. Uczciłem tę okrągłą rocznicę medalem (przyznanym mi zapewne omyłkowo), a także – możecie wierzyć lub nie – ożenkiem. W ten dość skomplikowany sposób powiązałem trwale swoje życie prywatne z zawodowym, bowiem wybranką została stażystka mojej Gazety, którą przysposabiałem do życia w nowej, dziennikarskiej rodzinie.

Nie miejsce tu oczywiście na prezentowanie szanownym Czytelnikom historii mojego życia małżeńskiego, tym bardziej, żem raczej nieskory do tego rodzaju zwierzeń. Piszę o tych nieco intymnych szczegółach po to, by uzmysłowić Państwu – a i sobie przy okazji – jaki wpływ mają nasze wybory zawodowe na życie osobiste. W moim przypadku był to wpływ fundamentalny i decydujący. Mój związek z Gazetą, a także z najlepszą z żon, trwa do dzisiaj. Używając ryzykownej przenośni można powiedzieć, że żyjemy od lat w trwałym trójkącie małżeńskim, a mimo to trudno mówić w tym przypadku o zdradzie.

Chlubimy się dzisiaj Gazetą ze 126-letnim stażem. To oczywiście duże uproszczenie, bowiem Gazeta Olsztyńska od dnia swoich narodzin (przypominam – 16 kwietnia 1886) wielokrotnie znikała i pojawiała się ponownie, zmieniała nazwę i tytuł, obrastała nowoczesnymi atrybutami współczesnej komunikacji medialnej. Przy tym wszystkim – podobnie jak wspomniana wyżej małżonka – nieustannie dojrzewała i piękniała jednocześnie. Tak potrafią tylko wyjątkowe kobiety i … gazety.

Ciąg dalszy – mam nadzieję – nastąpi.

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.