15 Kwi 2012

Staram się na ogół nie mieszać do polityki. Swoim gadaniem nic przecież nie zmienię, a udział w dyskusji politycznej nieuchronnie niesie ryzyko wykąpania się w szambie.

Z drugiej jednak strony nie mówić nic? Ludzie mogą pomyśleć, żem głupek albo – co gorsza – tchórz. Lech Wałęsa powiadał, że boi się tylko pana Boga i żony Danusi. Pan Bóg się nie odezwał, ale pani Danusia – owszem. Więc ja nie będę ryzykował i nie powiem, czego lub kogo się boję. Chcecie – czytajcie, chcecie – komentujcie.

Widmo katastrofy smoleńskiej wisi nad Polską jak mgła, ale nie łudźmy się, że jak mgła rozwieje się za pierwszym powiewem ożywczego wietrzyku. Żadna wichura, żaden tajfun nawet tu nie podoła.

Polityczne zawirowania wokół tego ogromnego narodowego nieszczęścia, jakie na nas wszystkich spadło dwa lata temu, zapewne prędko nie ustaną. Widzę jakieś potworne wynaturzenie w tym chorobliwym wyścigu: z jednej strony do jak najszybszego przejścia nad katastrofą do porządku dziennego, z drugiej zaś – do wyłapania i przykładnego ukarania „zbrodniarzy”, którzy – wedle najbardziej skrajnych sformułowań – mają „krew na rękach”.

Jeżeli pominiemy złą wolę (której wszak wykluczyć nie można u żadnej ze stron) widzę jedno tylko wytłumaczenie tego nierozwiązywalnego zapętlenia. To gigantyczne nieporozumienie, pomieszanie z poplątaniem. Wielkie nieszczęście budzi w nas naturalną potrzebę znalezienia winnego. W tym przypadku łatwo o niebezpieczne uproszczenia: winny jest rząd, jego szef i ministrowie. Jakże łatwo i bezkarnie można przekraczać w takim rozumowaniu granicę absurdu. Stąd teorie spiskowe o zamachu, helu, wybuchach, dobijaniu rannych i inne brednie.

Nieporozumienie, o którym mówię, polega na szukaniu jasnych, ostrych powiązań, dających się sprowadzić do syndromu zbrodni i kary. Skoro nieszczęście jest wręcz niewyobrażalne w swych wymiarach, to i przyczyna musi być jakaś przerażająco niesłychana. Nie mieści się w wielu głowach, że tą przyczyną mogło być jakieś drobne zaniedbanie lub po prostu błędy pilotów i nawigatorów. Publicyści piszą, że zawiniła polska i rosyjska bylejakość, postawa z cyklu „jakoś to będzie”. Może tak, może nie, być może pełną prawdę poznamy za kilka miesięcy lub lat, być może nie poznamy jej nigdy. Może przynajmniej poznamy sposób na smoleńską mgłę.

Wszystko to, co powyżej, nie jest niczym nowym. Wydaje mi się, że podobnie myślą miliony spokojnych, rozsądnych ludzi. Jan Pietrzak rzucał kiedyś z estrady taki żart: „Program partii (chodziło oczywiście o PZPR- ab) programem narodu. Dlaczego nie odwrotnie?”

Ten żart Jana Pietrzaka pozostał wiecznie żywy, chociaż PZPR już dawno jest nieboszczką.

Blog Adama Bartnikowskiego

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.