Chcę się z tobą zestarzeć – mówi śmiertelnie zakochana dziewczyna swojemu śmiertelnie zakochanemu chłopakowi. To nawet mocniejsze, niż zwykła przysięga małżeńska.
Nieoczekiwanie te wzniosłe słowa nabierają całkiem nowego znaczenia. Ma być bowiem tak, że niezależnie od tego, czy nosimy na co dzień spodnie czy spódnicę, w świetle prawa pracy będziemy równi. A to oznacza, że prawo do emerytury nabędziemy dokładnie w tym samym wieku – a będzie to wiek nieco późniejszy niż obecnie, niestety.
Jestem twardym zwolennikiem równości, jedności i braterstwa – także w sferze tak zwanych świadczeń. Diabli mnie biorą, gdy tak zwane wyjątki stają się regułą, a reguła – wyjątkiem. W naszym pięknym kraju ustawowy wiek emerytalny wynosi – póki co – 60 lat dla pań, 65 dla panów. Przeciętny emeryt (niezależnie od płci) otrzymał to świadczenie w wieku lat 56! Wyjątki zatem górą!
Padają głosy, aby wysokość emerytury uzależnić wyłącznie od liczby przepracowanych lat i kwoty zebranych składek. Jestem za, chociaż oczywiście (niestety) nadal musiałyby być wyjątki. Zauważcie moi drodzy, że wszelkie ustawy i kodeksy tworzy się tylko dla tych wyjątków właśnie. Przecież gdyby ich nie było, wówczas cała ustawa np. o emeryturach zawierałaby jedno tylko zdanie: Prawo do emerytury nabywa obywatel w wieku …. lat. Tymczasem ustawa zawiera chyba z 200 paragrafów, każdy z punktami, podpunktami i ustępami. Czy planowane przez rząd nowe przepisy chociaż trochę ją uproszczą. Daj Boże. Z tęsknoty za taką paragrafową prostotą napisałem taki oto felieton, który zamieściła piątkowa Gazeta Olsztyńska.
I Twoja żona też
Dżentelmeni nie rozmawiają o emeryturach, oni te emerytury mają. Tak można strawestować znane powiedzenie Winstona Churchilla o pieniądzach.
Z myślą o tych nielicznych, którzy jeszcze w naszym kraju emerytury nie pobierają, postanowiono usprawnić system ich rozdawnictwa. Dla tych, którzy jeszcze nie zgłębili nowych propozycji, przedstawionych przez premiera w expose sejmowym, mam dwie wiadomości: złą i dobrą. Wiadomość zła jest taka: będziesz pracował dłużej. Wiadomość dobra: Twoja żona też.
Osobiście jestem zdania, że jest to propozycja jak najbardziej słuszna. Powszechnie wiadomo wszak, że my – dorośli, pracujący dziś rodacy – nie spisaliśmy się specjalnie na odcinku, z przeproszeniem, rozmnażania. Z ochotą przejdziemy na emeryturkę, ale kto nam zapłaci? Państwo? Przecież państwo to my właśnie, nasze dzieci i wnuki, których coraz mniej.
Reforma systemu emerytur i rent z 1998 roku była w moim odczuciu reformą trochę udawaną. Największym jej osiągnięciem było powołanie otwartych funduszy emerytalnych, które – moim zdaniem – okazały się kompletną klapą. Nigdy nie mogłem pojąć i nikt mi nie potrafił wyjaśnić, dlaczego takich OFE nie można było utworzyć w strukturach ZUS. Bez powoływania kilkunastu spółek z zarządami, prezesami, siedzibami. Chciałbym wiedzieć, ile w to wszystko umoczyliśmy kasy. No i po co? W imię źle pojętej nowoczesności? Niezależności? Nie rozśmieszajcie mnie, proszę. Słyszę głosy o możliwej likwidacji OFE. Nie będę płakał.
Współczesny polski emeryt przeszedł w stan spoczynku przeciętnie w wieku 56 lat. Nawet biorąc pod uwagę szerokie możliwości, jakie daje system tzw. wcześniejszych emerytur, jest to wynik naprawdę imponujący. Mam nadzieję, że to rekord z tych nie do poprawienia.
Podobno jestem kojarzony raczej z krotochwilą, niż poważnymi rozważaniami. Zatem kto chce, niech potraktuje wszystko, co powyżej, w kategoriach żartu właśnie.